sobota, 21 września 2013

Prolog.

Kolejny raz zostałam uziemiona na miesiąc, kolejny raz przez szkołę. Właściwie przywykłam już do własnego towarzystwa. Wizja spędzenia tych kilku tygodni w mojej świątyni spokoju wydawała się niesamowicie kusząca i w końcu mogłam szczerze przyznawać iż nie mogę udać się na spotkanie mające na celu oglądane  tych fałszywych mord ze szkoły, ponieważ mama w piękny sposób okazuje troskę o moją edukację.
Słysząc słowo „szlaban” padające z jej ust miałam ochotę uśmiechnąć się szeroko i podziękować radośnie za przysługę, jaką mi oddała, jednakże obawa iż jednak zmieni zdanie skutecznie powstrzymała mnie przez owym czynem. Zamiast tego z typową dla mnie nieśmiałością spuściłam głowę i wyszeptałam smutne „Dobrze.” udając się w stronę swoich czterech ścian. Chcąc zachować pozory trzasnęłam drzwiami, jednak na tyle delikatnie, by farba wokół futryny pozostała na swoim miejscu. Rzucając się niezdarnie na łóżko zaczęłam zastanawiać się intensywnie w jaki sposób wykorzystam nadmiar wolnego czasu. Nie, żebym nie miała żadnych zainteresowań, po prostu jest ich tak wiele…. Z utęsknieniem spojrzałam na spory zbiór książek zajmujący cały niemałych rozmiarów regał stojący w rogu obok okna. Większa część treści wszystkich stronnic była mi już znana i szczerze mówiąc, nie miałam obecnie ochoty, by powiększyć liczbę  zaliczonych tytułów. Nie tym razem.
Spod łóżka wyjęłam laptopa, którego dostałam dwa lata temu na urodziny, wierzchem dłoni pozbywając się cienkiej warstwy kurzu, jaka zdążyła go ozdobić od czasu ostatniego użytkowania. Resztki pyłu i tak musiałam usunąć wydmuchując na nie powietrze z własnych płuc niczym z miecha. Gdy efekt był już ogólnie zadowalający, odchyliłam ekran i wcisnęłam spory przycisk znajdujący się na górze klawiatury. Ciemna powierzchnia rozbłysła ukazując mieszaninę barw tworzącą standardowe widoki ekranu startowego. W momencie gdy urządzenie było już całkowicie zdolne do wykonania moich poleceń, potarłam kciukiem o palec wskazujący zastanawiając się, jaką właściwie komendę powinnam wydać. Kliknięcie ikony przeglądarki internetowej było chyba właściwym wyborem, ale… co potem? Pierwsza myśl – facebook. Tym razem nie był to dobry pomysł. Sztuczne lalunie, dziwni chłopcy uważający się za „macho”, osobniki nieznanego mi pochodzenia i ugrupowania, spam, spam, spam… Przewracając oczami otworzyłam pierwszy lepszy link udostępniony przez jednego ze znajomych, pozbywając się równocześnie sprzed oczu feralnej papki umysłowej, jaką reprezentowali użytkownicy portalu. Kółeczko przy adresie internetowym przestało się kręcić, co było równoznaczne z zakończeniem ładowania strony. Przebiegłam wzrokiem pobieżnie, nie zwracając uwagi na detale. Forum? Nie wierzę, że ktokolwiek z nich mógł „poniżyć” się na tyle, by udostępnić publicznie jakieś forum. Przewinęłam widok na sam dół strony, marszcząc czoło na widok nazw poszczególnych wątków. Niektóre wyglądały na leniwie wpisany rząd losowych liter, inne tworzyły pojedyncze, niespójne wyrazy. Ostatni wyświetlany na stronie głównej wątek nazwany został prawdopodobnie jakimś dziwnym skrótem, ponieważ po każdej literze występowała kropka. Niewiele myśląc, wybrałam właśnie ten i zaintrygowana jego treścią wyczekiwałam aż obraz z  białego zmieni się ponownie na ciemną oprawę graficzną forum.  Zaklęłam cicho pod nosem, widząc tylko informację

„Dostęp tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się lub utwórz konto

- Co mi szkodzi spróbować. – wybełkotałam sama do siebie, zwilżając suche wargi językiem. Otworzyłam drugi link i zadumałam się nad listą potrzebnych danych osobowych. Dlaczego zawsze mam tak olbrzymi problem z użyciem inwencji twórczej i wymyśleniem jakiejkolwiek logicznej nazwy użytkownika? Zrezygnowana na jednym tchu wypełniłam wszystkie pola, i tak pewnie usunę konto po maksymalnie tygodniu, więc nawet nazwa „qwerty” byłaby całkiem ok.

Username: mrsnobody
Imię: Jane P.
Wiek: 17
Lokalizacja: New Zealand

Wypuszczając powietrze z płuc wcisnęłam przycisk potwierdzający wszystkie dane i witryna automatycznie przeniosła mnie do wybranego wcześniej wątku. Przechyliłam głowę w bok mrużąc podejrzliwie powieki, gdyż na stronie nie było ani jednego wpisu. Ech, kolejne lipne forum przepełnione reklamami? Naprawdę? Coraz bardziej zaczynam wątpić w ludzkość XXI wieku.
Chwila, moment… Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że cała ta strona to nie forum, lecz czat. O nie, nie, nie, nie chcę czatować z jakimiś starymi zboczeńcami. Gdy w lewym górnym rogu pojawiła się informacja o możliwości włączenia kamery, byłam już całkowicie przekonana iż witryna jest kolejna marną podróbą równe marnych omegli.
- Jesteś tu? – na ekranie pojawiła się wiadomość od autora wątku, użytkownika o nazwie „withoutname”
- Um… tak. – dopisałam, dopowiadając w myślach kilka obraźliwych słów, za co po chwili się skarciłam. Kto wie, może owa osoba jest tu z tych samych powodów co ja? Nie chciałabym aby o mnie ktokolwiek myślał w ten sposób. Ok, niech ci będzie drogi nieznajomy/ droga nieznajomo. – Zaskocz mnie. – wyszeptałam do ekranu, jak gdybym chciała by bezimienna postać mnie usłyszała. Lewy dolny róg rozbłysnął na moment, po czym ponownie pociemniał. Nieznajomy włączył kamerę, odważnie. Wyśmiałam jednak swoje myśli, widząc iż obraz ukazuje tylko wyraźnie męskie, dość umięśnione ramię okryte czarnym materiałem koszulki. – Zaskocz mnie. – powtórzyłam ponownie, tym razem głośniej.