niedziela, 6 października 2013

Część 1

- Jak odbijasz tą piłkę?! – usłyszałam kilka głosów niosących się po hali, tuż po tym jak po raz kolejny zepsułam serw. Normalnie może i próbowałabym w jakikolwiek sposób się bronić, ale w przypadku równania „Jane + sport” wynikiem zawsze było moje poniżenie i kpiny ze strony równików. Zdążyłam się już po prostu przyzwyczaić do takiego stanu rzeczy.
Odetchnęłam z ulgą kilka minut nieznośnych tortur później słysząc dzwonek oznajmiający zakończenie zajęć.  Długo modliłam się w myślach o ten moment i najwyraźniej w końcu moje błagania zostały wysłuchane. Dziękując za ten fakt w duchu leniwym krokiem udałam się w stronę szatni, choć tak naprawdę spieszyło mi się do domu. Nie chciałam niestety natknąć się na inne dziewczyny z mojej klasy zmieniające obecnie przepocone stroje. Nie, kontakt z nimi nie jest mi zupełnie do szczęścia potrzebny.
Gdy dotarłam do celu, pomieszczenie faktycznie było już opustoszałe. Rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu swojego plecaka, który wychodząc zostawiłam na ławce. Tak, jak się spodziewałam, po raz kolejny ktoś zrzucił go na ziemię i brutalnymi kopnięciami przesunął w szary, brudny kąt. Dlaczego mnie to nie dziwi? Takie zagrania były w mojej szkole na porządku dziennym i żadna z ofiar, w tym ja, nigdy nie miała odwagi by się temu przeciwstawić. Zagłuszając w duchu uczucie bezradności, wyjęłam ze swojej szafki czarne spornie, które po chwili zastąpiły rozciągnięty dres w niechlubnej roli, jaką było okrywanie dolnej partii mojego ciała. Przyglądając się sobie uznałam, że nie ma potrzeby zmieniania spranej koszulki ozdobionej logiem jakiejś firmy z lat ’80. W domu pewnie i tak zatopię się w ukochanym, rozciągniętym swetrze, kilka dodatkowych minut w wf’owej bluzce nie powinno zrobić różnicy. Rozejrzałam się po raz kolejny wokoło, by mieć pewność że o niczym nie zapomniałam.  Doszłam do wniosku, że wszystko jest ok, więc chwyciłam okryty kurzem plecak i wierzchem wolnej dłoni oczyściłam go trochę, po czym zarzuciłam na ramię kierując się do wyjścia.
Do domu doszłam w dość szybkim tempie narzucanym przez rytm muzyki dudniącej w moich słuchawkach. Z reguły jestem zwolenniczką wolnych, klasycznych brzmień, ale dziś…. Dziś po prostu było mi wszystko jedno. Nie skupiałam się na melodii czy tekście, po prostu chciałam jak najszybciej przekroczyć próg mojego mieszkania.  Gdy już mi się to udało, bezszelestnie przemknęłam korytarzem wprost do swojego pokoju. Normalnie pewnie przywitałabym się z mamą, a ona przypomniałaby mi o tym, że muszę iść dziś do swojej pracy, tak, jakbym sama o tym nie pamiętała, jednak cały obecny tydzień jej firma pracowała nad jakimś ważnym projektem, więc i ona była zmuszona zostawać do późna w pracy. Mój zakaz wychodzenia ze znajomymi jednak skutecznie nadal obowiązywał, bo „Pani Emma” dzwoniła do domu w każdej wolnej chwili by przekonać się, że jej córka nie uciekła lub nie urządziła wielkiej domówki pod jej nieobecność. Woohoo, już widzę te tłumy, które z olbrzymią chęcią odwiedziłyby moje pospolite cztery kąty. O tak, olbrzymie natężenie elity mojej szkoły.
Westchnęłam ciężko, uzmysławiając sobie, że tak naprawdę jedyną istotą żywą, która przepadała za moim towarzystwem była Luna, basset, którego ojciec podarował mi na jedenaste urodziny. No, może nie tylko ona. Wydaje mi się, że Nick również wykazuje pozytywne nastawienie co do mojej osoby, ale w jego przypadku… Cóż, nie mam nawet pewności, że jest tym, za kogo się podaje. To śmieszne, że w końcu znalazł się ktoś, komu mogę powierzyć wiele ze skrytych na dnie duszy uczuć, myśli czy pragnień, a nawet nie wiem jak owa osoba wygląda, czy jak się zachowuje na codzień. Cieszę się, że miałam chociaż okazję usłyszeć jego głos. Ciarki przeszyły moje ciało wzdłuż kręgosłupa, na myśl o tym głębokim, zachrypniętym głosie, jaki posiadał Nick. Och, mogłabym go słuchać w nieskończoność, niezależnie od tego, co mówił. Działał na mnie, z resztą założę się, że działał na wszystkich rozmówców... Właściwie miałam na myśli ich żeńską część.
Nasze rozmowy, te zarówno tekstowe, jak i nie, stawały się powoli codziennością. Choć miały one dość specyficzny, nietypowy charakter, to… chyba właśnie za to je lubiłam.  Dwa, zagubione i nieszczęśliwe umysły łączą siły w nienawiści do świata, ot co.
Rozmyślałam tak o wydarzeniach ostatnich dni, gdy rozbrzmiał alarm mojego telefonu, oznajmiający iż czas już szykować się do pracy. Nie lubiłam jej, ale rodzice uznali, że powinnam uczyć się samodzielności, a ja nie widziałam sensu w sprzeciwianiu się im – i tak w końcu dopięliby swego.
Stanowczo zbyt długo siedziałam bezczynnie na swoim łóżku myśląc, wstałam więc i z szafy stojącej niedaleko wyjęłam sweter w kolorze burgundu. Nie był on moim ulubionym, ale w zasadzie był dość wygodny i prezentował się nie najgorzej.
- Luna! – krzyknęłam, spoglądając przez okno na podwórko, wyciągając spod świeżo ubranego swetra włosy. Suka biegała między krzewami, prawdopodobnie goniąc jakiegoś owada. Jej radość i witalność zadziwiały mnie każdego dnia. Zazdrościłam tego mojemu kochanemu pupilowi, cholernie zazdrościłam.  Mój krzyk wcale nie zwabił jej do mieszkania, spojrzała tylko na mnie wesoło merdając ogonem. Cóż, jeśli chce, niech bawi się na zewnątrz, ja jednak muszę już iść.
Z wieszaka na drzwiach zdjęłam sporą torbę, która towarzyszyła mi prawie zawsze, poza szkołą. Z blatu biurka zgarnęłam swój komplet kluczy i portfel, po czym opuściłam budynek.
Po paru spacerach między półkami z książkami, oraz  kilku godzinach bezcelowego siedzenia przy kasie i bawienia się telefonem, usychałam wręcz z nudy. Nie miałam pojęcia, jakim cudem ta księgarnia nadal funkcjonuje, skoro pojawia się tu garstka klientów dziennie i nieliczni zdecydowani są na kupno czegokolwiek. Ospale spojrzałam na duży zegar wiszący na ścianie.
- Jeszcze godzina. – westchnęłam, przewracając oczami. Za równe sześćdziesiąt minut kończyć miała się moja zmiana.  Trzy tysiące sześćset sekund dzieliło mnie od upragnionej wolności….
Nagle telefon w mojej dłoni zawibrował, oznajmiając nadejście nowej wiadomości. Znów coś od operatora? A może wygrałam nowe BMW? Numer wydawał się być dość długi jak na spam, ale nie przypominam sobie, bym komukolwiek podawała swój numer w ostatnim czasie. Kilkoma mozolnymi ruchami palców otworzyłam wiadomość od nieznanego nadawcy.

Widząc jej treść zasłoniłam sobie wolną dłonią usta. Jestem pewna, że nie podałam mu numeru, więc skąd do cholery jasnej go wziął? Nawet gdyby sprawdził wszystkie moje internetowe profile, nie ma tam ani wzmianki o telefonie. Wystukałam na klawiaturze krótkie pytanie, po czym dodałam numer do kontaktów. Minutę później otrzymałam niezbyt zadowalającą odpowiedź.

Ta cała sytuacja powoli zaczynała mnie przerażać. Nie możliwe przecież, by wpisał od tak pierwszy z brzegu numer i okazało się, że należy do mnie. Więc jakim niby cudem ta cholerna kombinacja cyfr wpadła w jego posiadanie? Zdenerwowanie zawładnęło moim ciałem, puls przyśpieszył, dłonie zaczęły drgać nieco mocniej, niż zazwyczaj. Zacisnęłam na moment powieki, biorąc głęboki oddech. Wydychając powietrze, wzdrygnęłam się, bo urządzenie w mojej dłoni zaczęło wydawać z siebie dźwięki. Pierwsze takty mojej ulubionej piosenki wypełniły pomieszczenie, a ja zdezorientowana spojrzałam na wyświetlacz. O mój Boże, dzwoni, ON dzwoni...
- Nicku Greena, kimkolwiek jesteś, wiedz, że nie będziemy się tak bawić. - powiedziałam sama do siebie, zdecydowanym posunięciem palca odrzucając połączenie.

Gdy tylko wróciłam do domu, nadal nie panując nad emocjami, zamknęłam się w swoim pokoju. Moja komórka odzywała się jeszcze kilka razy, aż do momentu w którym po prostu jej nie wyłączyłam. Chwilę po tym wylądowała na łóżku, a ja zwijając się w kłębek na fotelu stojącym przy biurku, uruchomiłam swojego laptopa. Powinnam pewnie wziąć się za naukę, czy cokolwiek pożytecznego, ale nie dziś, nie w tej sytuacji.  Gdy urządzenie włączyło się całkowicie, kliknęłam dwukrotnie na ikonę przeglądarki, po czym wybrałam pierwszy adres pojawiający się po wpisaniu litery „l”. Chat, ten idiotyczny chat, przez który musze teraz przeżywać cały ten stres. Napis „offline” przy jego awatarze oznaczał, że mimo wszystko jednak go nie ma. Zminimalizowałam okno i postanowiłam sprawdzić jeszcze skype. Zalogowałam się pospiesznie, raz popełniając nawet błąd w haśle, co zirytowało mnie jeszcze bardziej. Lista moich kontaktów była prawie pusta, widniało na niej może pięć pozycji, nie więcej. Tylko przy jednej z nich widniała w pełni zielona kropka. Przeczytałam nazwę użytkownika i moje serce zaczęło bić szybciej. Greena. 
- Skąd masz mój numer? – napisałam bez zbędnego powitania czy wstępu. Długą chwilę czekać musiałam na odpowiedź, albo czas tak strasznie dłużył mi się w tym momencie.
- Czy to naprawdę takie ważne? 
- Tak, bardzo. Mów. – zacisnęłam zęby, odpowiadając na jego idiotyczne pytanie. Gdyby nie było, chyba bym nie pytała.
- Ok, więc mój kumpel jest informatykiem i był mi winny przysługę. Oto cała historia. – westchnęłam ciężko, czytając te słowa.
- To nielegalne, prawda? 
- Możliwe
- Mogę was pozwać do sądu
- Och, oboje wiemy, że tego nie zrobisz.
- Jesteś pewien?
- Wiem o tobie zbyt wiele. – w tym momencie miał rację. Nie ważne, czy miał na myśli fakt iż zna mnie na tyle, by móc stwierdzić, co jestem w stanie zrobić, a co nie, czy też myślał raczej o wykorzystaniu niektórych faktów przeciwko mnie. 
Wraz tą wiadomością, zapanowało między nami milczenie. Najwyraźniej oboje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, kto wygrał tą walkę, a kto definitywnie poległ.  
Oparłam podbródek na kolanach, bezcelowo wpatrując się w ekran. Mojej głowy nie zaprzątała teraz ani jedna myśl i nie było to wcale miłe uczucie. Pustka.  Przerażająca, pozostawiająca po sobie echo w postaci bitwy uczuć nicość. Obraz na ekranie się zmienił, a do mnie nawet nie dotarła informacja o tym, co daną zmianę wywołało. Nie reagowałam na bodźce, jakie wysyłała do mnie otaczająca mnie rzeczywistość. I znów zmiana, jak w kalejdoskopie. Tym razem przebudziłam się nieco, wyrwałam z otchłani własnego umysłu, by przeczytać kolejną nową wiadomość.
- Jane, skarbie. Odbierz proszę. – przeczytałam powoli. Tuż nad wiadomością widniała informacja o próbie nawiązania połączenia.  I znów zadzwonił.  Tym razem odebrałam nie myśląc nawet o tym, co chciałabym mu powiedzieć, co chciałabym usłyszeć… 
- Nareszcie. – usłyszałam ten wspaniały głos i uśmiechnęłam się pod nosem. 
- Ciebie też miło słyszeć, Nick. – zachichotałam. 
- Uhm, tak, Nick… - wyszeptał jakby rozczarowany. 

11 komentarzy:

  1. jąqgntjadtpgjtpatemwtjg *.* jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co nam tutaj prezentujesz. Widać, że każde umieszczone tu słowo jest przemyślane, wszystko jest na swoim miejscu. Ogromne brawa:) byłabym wdzięczna gdybyś wciąż informowała mnie o kolejnych rozdziałach na tt :) @Fuck_You_Honey <3

    OdpowiedzUsuń
  2. piękne *.* ze zniecierpliwieniem czekam na następny rozdział. jesteś niesamowita <3
    @awwzayn_69

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy zobaczyłam tylko, że jest pierwszy rozdział to serducho mi się zatrzymało. Po przeczytaniu zaczęło szybciej bić. Uwielbiam twój styl pisania. Bardzo miło czyta się twoją twórczość. Czekam na kolejne rozdziały.
    @payneakaangel x

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezuuu to jest takie niesamowite *.* masz ogromny talent i nie waż mi się go nigdy zmarnować! To wygląda, jakbyś została specjalnie stworzona, aby pisać wspaniałe opowiadania :) i zgadzam się z powyższymi komentarzami - jestem pod ogromnym wrażeniem. Teraz niewiele jest blogów, które naprawdę porywają, ale twój z całą pewnością można powiedzieć, że jest warty polecenia :)
    jestem ciekawa, jak dalej potyczy się ta historia
    czekam na next :D
    @child_of_music

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze: fajnie, że piszesz długie rozdziały
    Po drugie: zajebista fabuła
    Po trzecie: ja też jestem niesamowicie kiepska z wf-u
    To wszystko, co chciałam powiedzieć. Podsumowując - zajebioooooozaaaa :*
    Pisz szybko następny ^^
    @Irydda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam w klubie "antyfanów" lekcji wf-u, jestem jego honorowym członkiem :)

      Usuń
  6. Ciekawie się zapowiada. Czuje się jakbym była na miejscu bohaterki. Strach, przerażenie a także ciayr mam na plecach. Czekam na ciąg dalszy ;) jak możesz podsylaj mi inf o kolejnych rozdziałach @CrazyGlamDirect

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej super opowiadanie juz nie moge doczekac sie na nexta prosze o info na tt @MilkaMilka39

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezus Maria i Józef. Jak się cieszę że dodałaś tę notkę *.* Jest W S P A N I A Ł A !! Czyżby Nick kłamał, że jest Nickiem? No na to mi wygląda, ale nie mieszam się w to zbytnio, dowiem się jak będzie na to czas. Jak to czytałam to miałam przechodziły mnie ciarki. Jeju chciałabym pisać tak cudownie jak ty. Powiem ci, że teraz właśnie zakończyłam taką znajomość internetową, bo to był zwykły ch** :) Słodkie słówka etc.. Ogólnie rozdział zajebisty ;* Z niecierpliwością czekam na następną notkę ! <3

    PS. Czy tylko ja zauważyłam, że w tym numerze Nicka było 69 ?? xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne!!!!! Boże serio!
    Dzięki! ;*

    OdpowiedzUsuń