niedziela, 13 października 2013

Część 2

Dziękuję za ponad 1K wyświetleń, jesteście genialni! 
***

- Jane, skarbie. Odbierz proszę. – przeczytałam powoli. Tuż nad wiadomością widniała informacja o próbie nawiązania połączenia.  I znów zadzwonił.  Tym razem odebrałam nie myśląc nawet o tym, co chciałabym mu powiedzieć, co chciałabym usłyszeć…
- Nareszcie. – usłyszałam ten wspaniały głos i uśmiechnęłam się pod nosem.
- Ciebie też miło słyszeć, Nick. – zachichotałam.
- Uhm, tak, Nick… - wyszeptał jakby rozczarowany.
- Coś się stało?
- Nie nic, po prostu za mną ciężki dzień. – westchnął głęboko.
- Opowiesz mi? – przyłapałam się na robieniu szczeniaczej miny do monitora. Co ze mną nie tak?!
- Naprawdę Cię to interesuje, czy chcesz być miła? Wiesz, że nie musisz. – z jego ust zabrzmiało to całkiem poważnie, ale założę się, że z takim głosem nawet opowiadając o  krasnalach brzmi serio.
- Interesuje mnie. – starałam się powiedzieć jak najbardziej przekonująco.
- Musiałem załatwić dziś kilka rzeczy związanych z trasą. – zabrzmiało, jakby skończył wypowiedź. - Mojego brata, trasą mojego brata.
- Jak to? – Nick nigdy nie opowiadał mi o swojej rodzinie, miałam więc prawo być zaskoczona.
- O jest… - zamyślił się na moment. -  Geniuszem skrzypiec. – dokończył z wyraźną ironią w głosie. – A przynajmniej mama tak go określa. Za kilka miesięcy rusza w trasę po całym kraju. – każde słowo chłopaka nie było do końca pewne, czułam to.
- Skąd to wahanie w twoim głosie? -  być może nie powinnam pytać, ale to zdanie samo wyciekło z moich ust.
- Bo cała ta sprawa nie jest jeszcze pewna. Mówię przecież, że dopiero wszystko razem z mamą załatwiamy.  Nigdy nie pomyślałbym, że aż tyle przy tym zachodu. – wypuścił ze świstem powietrze z ust.
- Och, a nie myśleliście nad jakimś menadżerem, czy czymś w tym rodzaju? Skoro jego kariera nabiera tępa, to chyba dobre rozwiązanie. – stwierdziłam niepewnie nie chcąc się narzucać. W końcu to nie moja sprawa, nikt nie prosił mnie o komentarz.
- Myślisz, że o tym nie myślałem? – zaśmiał się drwiąco. -  Tyle, że od samego początku mama mianowała się menadżerem i za nic w świecie nie mogę jej tego wybić z głowy. Widzę, że sobie nie radzi, dlatego staram się jej pomagać. Ale nie będę się użalać, gorsze zajęcia mogły mi się trafić. A twój dzień? Jak minął? – nagle jego głos niesamowicie się rozpogodził. Nie potrafiłam niestety wyczytać z niego, czy to szczery entuzjazm, czy po prostu przybiera taką maskę, nie chcąc ciągnąć tematu.
- Właściwie tak jak zawsze. Szkoła, dom, praca, dom… No może poza tą chwilą grozy, gdy do mnie napisałeś. To nie było takie typowe.
- Naprawdę cię przestraszyłem?
- Nawet nie wiesz jak bardzo!  Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeżyłam taki szok. – zaśmiałam się, sama do siebie gestykulując dłońmi.
- Ummm – mruknął przeciągle. – Wiesz, że nie chciałem. Gdybym wiedział, że tak zareagujesz… Zapewne i tak bym to zrobił. – słysząc jego słowa wybuchłam niepohamowanym śmiechem, po chwili zdając siebie sprawię z tego, iż głos po drugiej stronie zamarł.
- Nick? Dlaczego nic nie mówisz? – zapytałam nadal wesołym tonem.
- Lubię twój śmiech. – wypalił nagle.
- I nie uważasz, że brzmi jak koza lub coś w tym rodzaju?
- Przykro mi, daleko ci jeszcze do kozy. Czemu właściwie przyszło ci to do głowy?
- Słyszałam już kilkukrotnie taką i inną opinię na mój temat. Ogólnie sporo słyszałam.
- Jak to? Jane, czy coś się dzieje? Ktoś jest dla ciebie niemiły? – usłyszałam troskę w jego głosie.
- To liceum, Nick, zawsze znajdzie się ktoś, kto cię nie lubi, nawet jeśli nie ma ku temu podstaw. Wiem, że tego nie zmienię i nawet nie próbuję. Nie mam ochoty na walkę z wiatrakami.
- Nie możesz się tak poddawać, skarbie. Przecież oboje wiemy, że nie zasługujesz na żadne złe słowo.
- To twoja wersja. – zaśmiałam się bezradnie. – Możemy skończyć ten temat?
- Nie, nie możemy.  Słuchaj, jeśli masz jakiś problem i chciałabyś z kimś pogadać, to zawsze możesz się z tym zwrócić do mnie. Zrobię wszystko, by ci pomóc, a jeśli nie będę mógł, to chociaż się komuś wygadasz. Pewnie masz od tego sporą grupę przyjaciółek, ale wiem, że inaczej rozmawia się z kimś, na kogo nie trzeba potem patrzeć codziennie…  - odetchnął głęboko.
- Czy uważasz, że gdybym miała przyjaciółki, spędzałabym cały wolny czas sama we własnym pokoju?- zapytałam retorycznie. – Ale to miłe, co mówisz, Nick. Dziękuję.
- Wiesz Jane, nadal nie mogę rozgryźć jakim typem człowieka jesteś. Nie wydajesz się być samotnikiem, a jednak mówisz, że prowadzisz odosobniony tryb życia.
- Może jestem odludkiem, ale na pewno nie z wyboru. – westchnęłam ciężko po raz kolejny.  – Chociaż teraz nie wybrałabym innego życia. Nie chciałabym być jedną z osób, którymi obecnie gardzę.
- Gardzisz popularnością? – moje konstatacje najwyraźniej trochę go zadziwiły.
- Gardzę tym, co popularność robi z człowiekiem.

Kolejny dzień w szkole. Kolejna nudna lekcja. Koleje pogardliwe spojrzenia ze strony innych. Już dawno powinnam się do tego przyzwyczaić, przecież od tak długiego czasu wmawiam sobie w duchu, że tak jest. A jednak coś w mojej podświadomości skutecznie walczy z tą myślą.
-  Jane, czy możesz nam powiedzieć, o czym jest ten wiersz? – nauczycielka spojrzała na mnie znad swoich staroświeckich okularów, jakby zwęszyła łatwą ofiarę.
- Hmm – zamyśliłam się na moment głośno, po raz kolejny szybko przebiegając wzrokiem po tekście. – Wydaje mi się, że jest o nieszczęśliwej miłości autora do wdowy. On nie wie, że ona po prostu boi się ponownie zakochać, by nie stracić ukochanego. Myśli, że kobieta nie odwzajemnia jego uczuć. – skierowałam przerażony wzrok na kobietę. To, że moja logika była dobra, wcale nie oznacza, że ona też tak uważa.
-  Dobrze, Parker, masz plusa. A teraz zróbcie zadanie piąte. – przeniosłam wzrok z powrotem do zeszytu, unikając kontaktu wzrokowego z kimkolwiek z klasy. Nie udało mi się jednak ustrzec przed kilkoma komentarzami. Wychodząc z klasy po dzwonku usłyszałam jeszcze za plecami głośne
- Od kiedy ty, Parker tak się znasz na miłości, co? Przecież wszyscy wiemy, że nikt by cię nawet tknąć nie chciał, a co dopiero kochać. Współczuję twoim rodzicom. – jedna z jadowitych żmij wysyczała w jedynym języku, który zna – chamstwie.  Zaciskając dłonie w pięści przyśpieszyłam kroku i niczym burza wpadłam do damskiej toalety. Ku mojej uciesze jedna z kabin była obecnie wolna, więc nie myśląc wiele zamknęłam się w niej.  Usiadłam w rogu, ledwie mieszcząc się obok muszli i podkuliłam nogi pod siebie.  Nie ważne, jak tępą i podłą osobą jest ta dziewczyna, nie ważne jak bardzo jej nienawidzę… Miała rację. Tym razem skierowała do mnie tylko kilka szczerych słów, więc dlaczego to tak bardzo boli? Pochyliłam głowę do przodu, pozwalając słonym łzom swobodnie spływać w kierunku dyktowanym przez grawitację. Teraz, kiedy jestem sama, mogę sobie być tak słaba, jak tylko chcę. Teraz, kiedy nikt mnie nie widzi, mogę robić rzeczy, na które tylko mam ochotę. Z tą myślą dudniącą w czeluściach umysłu wsunęłam dłoń w najmniejszą kieszeń plecaka, stojącego obecnie na zamkniętej muszli. Wyjęłam z niej pudełeczko w kształcie walca i odkręciłam górną jego część, po czym przechyliłam nieco, pozwalając zawartości wysypać się na moją dłoń. Kilka połyskujących kapsułek zabrzęczało jakby niecierpliwiąc się po zetknięciu z moją bladą skórą. Wyglądały na niej całkiem ładnie, ale nie tam było ich miejsce. Wzdrygnęłam się nieco, słysząc dzwonek gdzieś w oddali. Och, nieważne. Jeśli ktokolwiek zauważy moją nieobecność, pomyśli pewnie, że poszłam do domu. Jednym ruchem przeniosłam pastylki do ust, rozkoszując się ich słodką powłoką, wiedziałam jednak, że ten efekt minie zaraz, a jego miejsce zajmie gorzki smak leku, dlatego czym prędzej ponownie zanurzyłam dłoń, tym razem w większej przegrodzie i wydobyłam stamtąd butelkę wody mineralnej. Choć zakrętka była dość mocno przymocowana, całkiem szybko udało mi się z nią uporać. Czym prędzej przyłożyłam dziurę w szyjce do ust i pociągnęłam łyk, uważając, by się nie zakrztusić. Gdy chłodne uczucie zawładnęło moim przełykiem oraz dalszą częścią układu pokarmowego, odetchnęłam z ulgą. Ta chwila, to pragnienie dręczyło mnie już od kilku długich i żmudnych dni. Teraz, gdy uległam pokusie wcale nie żałuję.
Nie wiem ile czasu siedziałam tam, myśląc właściwie o niczym, ale gdy wyjęłam z kieszeni telefon, dosadnie mówił mi, iż upłynęło dokładnie szesnaście minut lekcji. Co prawda ciężko było mi odczytać ten fakt z ekranu, gdyż całe pole widzenia zaczęło się lekko rozpływać, a dłoń trzęsła się niemiłosiernie i za nic nie mogłam tego opanować, ale było jeszcze na tyle „dobrze”, że dopięłam swego. Brawa dla mnie! Uśmiechnęłam się pod nosem, opierając głowę o zimne kafle pokrywające ścianę. Ta niemoc, którą właśnie czułam, to całkiem miłe uczucie. Gdybym miała polecić to komukolwiek, zapewne bym to zrobiła. I tak wszyscy uważają mnie za dziwaczkę, co za różnica, jak bardzo nienormalną?
Nagle moja noga zaczęła się trząść. Zmarszczyłam brwi, nie dowierzając lekko, po czym przesunęłam dłonią wzdłuż uda. Och, to mój telefon!  Mozolnym ruchem wydobyłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz, chcąc wiedzieć co się właściwie dzieje.
- Słucham? – podniosłam urządzenie do ucha, wciskając wcześniej zieloną słuchawkę.
- Cześć Jane, nie przeszkadzam? Nie jesteś teraz w szkole? – jego głos brzmiał całkiem radośnie.
- Właściwie jestem, ale nie na lekcji. – przymknęłam powieki, czując jak kręci mi się w głowie.
- Brzmisz dość dziwnie. Coś się stało? – skupiłam się intensywnie na tym, co do mnie mówi, po czym przygryzłam wargę, myśląc nad odpowiedzią.
- Nie, wszystko w porządku. Czuję się trochę słabo, ale to przejdzie. – przejdzie, zawsze niestety w końcu przechodzi , dopowiedziałam sobie w myślach.
- Kłamiesz. – potraktowałam to jako pytanie, choć na pewno w jego wypowiedzi nie było ani odrobiny pytającego tonu.
- Czy to ważne? Wszystko będzie ok i to najważniejsze. – wypuściłam głośno powietrze z płuc.
- Co się dzieje, Jane?! – ups, wkurzył się.
- Zadzwonię do ciebie z domu, to nie jest najlepszy moment. – wyszeptałam, czując kolejną porcję łez na swoich policzkach. Dlaczego przerwał mi moją chwilę? Dlaczego ponownie przywiódł mi na myśl te cholerne słowa, które sprawiły, że tu jestem? Dlaczego wybrał akurat ten moment?! To była jedyna chwila, w której nie byłam w stanie myśleć o czymkolwiek i on zepsuł to wszystko. Dzięki Nick.

14 komentarzy:

  1. ten rozdział jest taki aww... czekam na następny *.*
    @awwzayn_69

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałaś szczery komentarz, więc daję szczery.
    nie będę kłamać, niesamowity to mało powiedziane :) po raz pierwszy trafiłam na tak oryginalną historię, która naprawdę mnie wciąga. Mam nadzieję, że nigdy nie zawieszisz tego bloga, bo chyba zrobiłabym to samo, co Jane na końcówce ;)
    czekam na nn
    @child_of_music

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochanie pisz to dalej :) czytajac poplakalam sie bo Jane to ja to cala moja historia ale mam nadzieje ze chociaz ona dobrze sie skonczy :) prosze o wiadomosc o nastepnym rozdziale @MilkaMilka39

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyjdę na głupią ale muszę się spytać: co to były za tabletki? Jane nie powinna ich brać.
    Nie mogę się doczekać Części 3!
    @Irydda
    http://black-white-and-grey-angels.blogspot. com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nie napisałam o tym. To były ogólnodostępne leki przeciwbólowe, coś, co większość kobiet ma w swoich torebkach/plecakach :)

      Usuń
  5. Już pisałam, że kocham twojego bloga, że świetnie piszesz i że nie mogę doczekać się następnych części ale pisze to jeszcze raz. Żal mi Jane bo jest tak traktowana ale jednocześnie jestem na nią "zła" bo nie powinna brać tych tabletek. Dzięki Nick haha.

    @payneakaangel x

    OdpowiedzUsuń
  6. Łzy w oczach. Gęsia skórka na skórze. Dreszczyk emocji. To jest to, co lubię!
    Ubóstwiam Cię Aguś <3

    OdpowiedzUsuń
  7. kocham to co piszesz. jak się czyta to takie emocję. <3 czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jane nie zasługuje na takie traktowanie, szkoda mi jej. Nie mogę się doczekać 3 części ;DD

    OdpowiedzUsuń
  9. Omg, omg, omg, to opowiadanie jest świetne!
    Gdy trafiłam na jego opis na spisie blogów, początkowo nie byłam pewna czy chcę tu wejść i zacząć czytać. Teraz, wcale nie żałuję, że to zrobiłam.
    Historia jest mega! Nie spodziewałam się czegoś takiego :)
    Ciekawy pomysł i wspaniały talent pisarski, który z pewnością potrafisz wykorzystać.
    Kocham Cię, po prostu, no!
    Z niecierpliwością czekam na kolejną część :3
    Pozdrawiam xxx

    OdpowiedzUsuń
  10. O kurczaki! *_* przeczytałam wszystko od początku do końca! *_* wydawało mi się, ze tu będzie jakiś kolejny głupi blog! A Tu proszę taki miłe zaskoczenie <33
    Pomysł dobry ♥ A do tego krótkie rozdziały, dzięki czemu fajnie się to czyta <3
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! <33

    OdpowiedzUsuń
  11. Jakie to jest idealne, jejku. Opowiadanie takie inne od wszystkich, które czytałam. Nie mogę doczekać się momentu, w którym Jane dowie się, że to nie Nick tylko Harry. W sensie pozna go naprawdę. To jest świetne. <3

    W wolnym czasie zapraszam do siebie:
    http://undead-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. jestem trochę zaskoczona.. ona wzięła dużo tych tabletek, tak? biedny Nick/Harry. on strasznie się o nią martwi. ona już wcześniej brała te tabletki? strasznie się boję. nadal mam łzy w oczach.
    ja i ta moja wrażliwość na wszystko :)
    bardzo podoba mi się ten blog i na pewno będę czytać :)
    powodzenia i dużo weny ♡

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepraszam, że wcześniej nie skomentowałam, ale nie miałam na nic czasu. Rozdział WOW. Ciekawe czy Nick/ Harry i Jane się kiedyś spotkają?? Wydaję mi się, że tak, ale nie wychodźmy w przyszłość. Żyjmy tą chwilą xdd Jeszcze te tabletki.. brr.. Niech ona ich nie bierze ;// Jak dla mnie są one zbyt podejrzane... wiem, wiem... to były tylko leki przeciwbólowe, ale i tak uważam, że nie powinna ich brać. ;c Wgl fenomenalnie napisana notka i z niecierpliwością czekam na następną ♥

    Twój Smigol C:

    OdpowiedzUsuń