sobota, 26 października 2013

Część 3


Cholera. Proszę, niech to nie będzie prawda – pomyślałam, pocierając nerwowo kciukiem o knykcie drugiej, nieco jeszcze skostniałej dłoni.  Zasnęłam w szkolnym kiblu, wspaniale. Poziom mojego idiotyzmu czasami zadziwia mnie samą.
Z lekką trudnością podniosłam się z zimnej podłogi i chwytając plecak czym prędzej opuściłam pomieszczenie. Zegar wiszący na jednej ze ścian korytarza wskazywał kilka minut przed siedemnastą, co oznaczało, że lekcje skończyły się dobre dwie godziny temu. Zaciskając szczękę zbiegłam po schodach na sam parter, a potem prosto do wyjścia. Odetchnęłam z ulgą gdy zdałam sobie sprawę z tego iż drzwi nadal są otwarte. Dzięki Bogu choć odrobina szczęścia dopisała mi tego dnia.
Przemierzając już spokojnym krokiem betonowy plac przed budynkiem omal nie zachłysnęłam się „świeżym” jak na miejskie warunki powietrzem. Jesienny wiatr smagał mnie po twarzy, bawiąc się także we fryzjera. Jego zimno już teraz przenikało przez materiał narzuconego w biegu płaszcza, a od domu dzielił mnie jeszcze spory dystans.
Mimo tej panującej wokoło aury konającej natury, a może właśnie dzięki niej, uwielbiałam nowozelandzką jesień. Fascynował mnie ten coroczny cykl życia i śmierci, poza tym wokoło pełno było moich ulubionych kolorów. Parki mieniły się w odcieniach brązu i żółci, a centrum miasta w którym przyszło mi żyć – New Plymouth, wszystko wydawało się być szare, nawet jeśli każdą wolną przestrzeń pokrywały różnokolorowe, przyciągające wzrok reklamy, a ruch uliczny tętnił życiem. W tym momencie przyszło mi właśnie przedzierać się przez miejską dżunglę pełną zwierząt gatunku ludzkiego. To chyba jedne z najbardziej okrutnych znanych mi istot, jednak z bólem serca muszę zaliczyć się do ich rasy.
W zadowalająco szybkim tempie udało mi się przebrnąć przez niezliczoną ilość przejść dla pieszych, nie zapominając jednak przy tym o zasadach dyktowanych przez sygnalizację świetlną. Odetchnęłam spokojnie, widząc już na znakach nazwę mojej ulicy. Jeszcze tylko parę metrów dzieli mnie od błogiego spokoju. Kilka godzin sam na sam ze sobą to jedyne o czym marzę w obecnej chwili. Wygrzebałam z kieszeni komplet kluczy, wspinając się po paru starych i nieco już startych schodach. Wybrałam odpowiedni i wsadziłam go do zamka, próbując przekręcić, jednak nie udało mi się to.
- Co jest? – zapytałam sama siebie po cichu, naciskając klamkę. Otwarte. Powolnym krokiem, starając się być jak najciszej weszłam do środka. W przedpokoju wszystko wyglądało tak, jak należy, jednak postanowiłam przemierzyć dalsze zakątki domu. Dopiero w kuchni natknęłam się na damską sylwetkę pochyloną nad zlewem.
- Mamo? Och Mój Boże, przestraszyłaś mnie… - westchnęłam, przeczesując palcami niesforne włosy. - Nie jesteś dziś w pracy?
- Byłam, ale wreszcie skończyliśmy ten ważny projekt, o którym ci mówiłam i szef pozwolił nam wszystkim wyjść wcześniej. – uśmiechnęła się pod nosem, wycierając umyty przed chwilą talerz. – A ty dlaczego wróciłaś dziś później? – zmrużyła powieki, przyglądając mi się.
- Zostałam dziś na dodatkowych zajęciach z matematyki, a potem uciekł mi autobus i musiałam iść pieszo. – skłamałam, ale właściwie nie miałam pojęcia, jak wytłumaczyć ten fakt inaczej.
- Och, to dobrze, nauki nigdy za wiele. – radość w jej głosie przyprawiła mnie o odruchy wymiotne, które na szczęście udało mi się stłumić zanim cokolwiek zauważyła.
- Wiesz, nie czuję się najlepiej, może pójdę do siebie i spróbuję zasnąć choć na chwilę. – wymamrotałam bez jakiegokolwiek uczucia w głosie.
- Idź, idź, faktycznie wyglądasz dość blado. Ale jak już wstaniesz, nie zapomnij odrobić lekcji! – krzyknęła jeszcze do mnie po tym, jak odwróciłam się na pięcie i leniwie przeszłam do swojego pokoju.
Gdy już do niego weszłam, od razu rzuciłam się na łóżko, którego rano nawet nie zaścieliłam, gubiąc gdzieś po drodze plecak. Następną czynnością, jaką wykonałam, było podłączenie telefonu do ładowarki. Już wtedy po moich policzkach płynęły pierwsze słone łzy. Gdy zadanie zostało wykonane, zakryłam się pastelowo-zieloną kołdrą aż po czoło i nie udając twardej, po prostu rozpłakałam się na dobre.  Po chwili przerodziło to w spazmatyczne łkanie, które próbowałam jednak ostatkiem sił powstrzymać, zagryzając wargi. Miałam świadomość, że w każdej chwili mama może wszystko usłyszeć, a ja nie miałam w sobie już na tyle wytrzymałości, by oprzeć się jej pytaniom, by wymyślić kolejne kłamstwo. To ponad mnie.
Gdy włączyłam telefon, na ekranie rozbłysło powiadomienie o kilku nieodebranych połączeniach. Choć byłam tego prawie pewna, sprawdziłam jednak kto dobijał się do mnie tak usilnie. Nick, nie tym razem, chłopcze. Nie mam ochoty rozmawiać z kimkolwiek i niestety – zaliczasz się do tego skromnego grona.  Ze spuchniętą twarzą, zaburzonym widzeniem i tym cholernym Brytyjczykiem na myśli pozwoliłam, by ogarnął mnie błogi w tym momencie sen.
Prawdopodobnie stan mojego umysłu i ogólne wyczerpanie sprawiło, iż żaden omam senny nie nękał mnie tym razem. Cóż za miła odmiana, prawda? Jednak to wcale nie sprawiło, że obudziłam się szczęśliwsza. Dlaczego? Dlatego, że wycie mojego dzwonka wyrwało mnie z owego rozkosznego stanu.
- Słucham. – przyłożyłam urządzenie do ucha,  z powrotem opadając na poduszkę.
- Jane? Nareszcie odebrałaś. – ze świstem wypuścił powietrze z płuc.
- Przepraszam, ucięłam sobie drzemkę i jakoś tak wyszło. – usiłowałam zmienić głos na możliwie najbardziej beztroski i radosny. – Czemu zawdzięczam twój telefon?
- Nasza poprzednia rozmowa zakończyła się dość… - zamyślił się na moment.  – Nietypowo. Miałaś się do mnie odezwać. Czekałem, bojąc się, że coś ci się stało. – dopowiedział, ściszając powoli głos.
- Wiem, przepraszam. Bateria mi padła, a w szkole musiałam się rozłączyć, bo… Zadzwonił dzwonek na lekcję. Tak, musiałam iść. – wyjąkałam, w duchu gratulując sobie doboru słów. – Wiesz co, teraz też nie mogę rozmawiać, rozmowy międzynarodowe kosztują, sam wiesz Nick. Odezwę się później na skype, obiecuję. - przeciągnęłam nieco ostatni wyraz, by nadać mu większej mocy przekonywania.
- Och, wiem, wiem. Ale poczekaj moment. Albo miej teraz telefon obok siebie, dobrze? – ton jego głosu zdradzał, że bardzo mu na tym zależy.
- Dobrze, ale właściwie po co? – instynktownie zmarszczyłam brwi.
- Nie ważne, po prostu miej go przy sobie. Do usłyszenia, słońce. – usłyszałam, po czym głucha cisza zapanowała po drugiej stronie.
Leżałam tak z głową wolną od jakiegokolwiek rodzaju myśli, gdy komórka leżąca obok zawibrowała. Wiadomość? Och, na szczęście tylko od operatora.  Przesunęłam kilkukrotnie palcem po ekranie i odczytałam ją leniwie. Chwileczkę, to chyba jakiś błąd. Ponownie prześledziłam tekst, tym bardziej o wiele uważniej.

Nick? Nick?!  N I C K ! Nie wiem kiedy i w jaki sposób, ale ten człowiek zapewne uderzył się kiedyś w głowę i to dość mocno.  Niewiele myśląc, wysłałam mu wiadomość z „podziękowaniem”


Być może to nietaktowne z mojej strony, ale nie powinien był tego robić. Nigdy, niezależnie od sytuacji. Po chwili otrzymałam odpowiedź, więc szybko wystukałam na klawiaturze wiadomość zwrotną.


Ta konwersacja zajęła nam jeszcze chwilę i szczerze, nie wniosła niczego nowego do obecnej sytuacji. Dwudziestoletni mężczyzna o umyśle przedszkolaka, od co. A jednak udało mu się choć trochę poprawić mój humor.
Niechętni dźwignęłam się z łóżka i prawie nie odrywając stóp od podłogi przemierzyłam odległość, jaka dzieliła mnie od biurka.  Gdy dotarłam do celu, włączyłam komputer i wyjęłam z plecaka leżącego dotąd obok krzesła, komplet potrzebnych mi zeszytów.  Rozłożyłam je i z bezradnością przeczytałam temat pracy domowej, jaką miałam wykonać. Poddając się, włączyłam przeglądarkę i wpisałam w wyszukiwarkę cały temat w nadziei iż znajdę jakiegokolwiek gotowca. Porażka, w całym potężnym internecie nikt nigdy nie pisał referatu. Po zalogowaniu się na skype, od razu rozbrzmiała irytująca melodia, oznajmiająca, że ktoś próbuje nawiązać ze mną połączenie. Oczywiście odebrałam je, nawet się nad tym nie zastanawiając – nie warto.
- Nick, pomóż mi – jęknęłam przeciągle do mikrofonu.
- Czyżby wspaniała i samodzielna Jane nie radziła sobie z czymś? Co jest na tyle trudne, że pokonało ciebie, madame?  - najwidoczniej wyśmiał mnie bezczelnie, ale nie miałam mu tego za złe.
- Referat. – pociągnęłam nosem, udając, że płaczę.
- Masz szczęście, lubię angielski. – zaśmiał się, lecz tym razem już nie drwiąco, a radośnie.
- Jesteś dziwny. – stwierdziłam, jak gdyby to nie było jasne.
- Dziękuję, ty również. A teraz powiedz mi, o czym konkretnie musimy napisać?
- Musimy?  - zdziwiłam się.
- Przecież cię z tym nie zostawię, słoneczko. – westchnęłam głośno, słysząc jak ponownie nazywa mnie w ten sposób.  

„Słoneczko”

9 komentarzy:

  1. bardzo fajny rozdział.. to jak on się o nią troszczy jest taki.. słoooodkie *-*
    ciekawi mnie tylko, czy oni kiedykolwiek się spotkają, ale chyba raczej tak, nie?
    nie mogę się doczekać następnego rozdziału, twoje opowiadanie bardzo mi się podoba :)
    życzę powodzenia i duuuużo weny ♥

    @serioouss

    OdpowiedzUsuń
  2. awwww, jaki słodziak xxx
    tak bardzo chciałabym poznać kogoś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieknie zazdroszcze talentu :) super sie czyta sloneczko :) mam nadzieje ze tym tajemniczym nieznajomym okaze sie Hazza :) prosze o info o nexcie @MilkaMilka39

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie strasznie mnie zaciekawiło,fajny rozdział : D . Pozdrawiam : ]

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowny ;) czekam na nexta, mam nadzieję, że bedzie szybko ;)
    @child_of_music

    OdpowiedzUsuń
  6. "Miłość za pieniądze" to historia opowiadająca o Zayn'ie Maliku. Chłopak jest członkiem ulicznego gangu zmagającego się z samochodami. W skrócie okradają ciężarówki, a jeśli trzeba zabijają ludzi. Ojciec chłopaka wiąże się z młodą wdową, która ma dorastającą córkę - Grace. Nastolatkowie odnajdują wspólny język i można powiedzieć, że są zgranym rodzeństwem. Po czasie dziewczyna zaczyna odkrywać tajemnice swojego brata, co z reguły mu się nie podoba. Zayn wykorzystuje fakt, że ma przewagę nad siostrą i wplątuje ją w swoje chore akcje i zwariowany świat. Czy Grace ulegnie Zaynowi, i dołączy do londyńskigo gangu? Co z uczuciami dziewczyny, względem swojego brata? A co na to rodzice nastolatków? A co z Perrie, dziewczyną Zayn'a? Tego wszystkiego dowiecie się czytając mojego bloga.

    www.milosc-za-pieniadze-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Awwww jaki on kochany <3 Taki opiekuńczy, pomocny i wgl. Rozdział CUDOWNY *.* Jeszcze jak nazywa ją słoneczkiem..... podwójne Awwwwww <3 Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, twoje opowiadanie jest bhsfjbsfshfbus XD ;* Życzę weny ♥

    Twój Smigol C:

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowite! *_*
    Zapowiada się super <33
    Ja chce następną część! <33
    Kocham to! ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Twoje opowiadanie jest genialne! Inne niż wszystkie, strasznie mnie wciągnęło. Jestem strasznie ciekawa czy Harry znaczy Nick i Jane się spotkają? Mam nadzieje. Z niecierpliwieniem czekam na kolejny rozdział twojego genialnego opowiadania. Pozdrawiam Cię bardzo cieplutko i życzę weny./twoja fanka

    OdpowiedzUsuń