wtorek, 5 listopada 2013

Część 4

Idąc samotnie burą uliczką, zbyt ciemną jak na ową porę dnia, nie czułam się wcale swobodnie czy też bezpiecznie. Choć wokoło nie było nikogo, tylko kilka aut stało przy krawężniku, miałam wrażenie jakby ktoś nie tylko tam był, lecz szedł tuż za mną, obserwował mnie. Rozejrzałam się wokoło, zaciskając panicznie palce na szalu, udając, że poprawiam jego ułożenie na mojej szyi. Już od kilku dni czułam się nieswojo wszędzie poza domem, w którym również czułam się nie najlepiej, ale…. W inny sposób. Po prostu nie lubiłam przebywać między ludźmi, ale to co dzieje się ostatnio jest czymś więcej, niż przejawem ogólnej mizantropii. Rozglądając się po raz kolejny, szybkim, wyrwanym z rytmu krokiem skierowałam się do najbliższego pawilonu.
- Dzień dobry, pani Sue. – powiedziałam donośnie, rozglądając się za starszą panią. W mgnieniu oka wyłoniła się zza zaplecza z olbrzymim uśmiechem na twarzy.
- Witaj Jane. – wyjrzała przez okno na ulicę zwracając uwagę na drzewa kołyszące się na wietrze. – Nie zmarzłaś po drodze? Pogoda jest dziś naprawdę okropna. – wzdrygnęła się, po czym przeniosła wzrok z powrotem na mnie.
- Nie jest aż tak źle, w ciepłym ubraniu da się wytrzymać – uśmiechnęłam się rozpinając płaszcz, bo wewnątrz było dość ciepło. – Znajdę tu może coś ciekawego? – rozejrzałam się wokoło w poszukiwaniu nowych łupów, ale nic nie rzuciło mi się w oczy.
- Masz szczęście, ostatnio całkiem sporo tu ciekawych przedmiotów. Udało mi się nawet odłożyć kilka, które mogłyby cię zainteresować. Usiądź sobie, zaraz przyniosę. – żwawym jak na swój wiek krokiem ponownie zniknęła za ścianą, przechodząc przez zasłonę utworzoną z mnóstwa wiszących koralików, wydobywając z nich tym samym urocze brzęczenie.
Sue była typem damy, ale takiej bardzo nowoczesnej i samodzielnej. Nie wiem, w jaki sposób udawało jej się to łączyć, ale była w tym mistrzynią. Znałam ją już od dzieciństwa, zawsze gdy odwiedzałam swoją babcię, ona tam była. Musiały się bardzo przyjaźnić, obie wdowy po przejściach żyjące w zgiełku wielkiego miasta. Rozumiały się bez słów czasem nawet na odległość. Po śmierci babci zaczęłam przychodzić tu – do starego antykwariatu na obrzeżach miasta, który Sue prowadziła chyba od zawsze. Często śmiała się,  że jej klientami były nawet dinozaury, na co ja odpowiadałam, że z biegiem czasu i owym tempem, z jakim okrywa nas postęp, będą nimi jeszcze kosmici. Często zdarzało mi się plotkować z nią przy naszej ulubionej herbacie, ale zazwyczaj niemiałam zbyt wiele czasu i spadałam tylko na moment, sprawdzić co u niej.  Dziś był jeden z takich dni. Pogrążyłam się na moment we własnych myślach, przez co nie usłyszałam zbliżających się kroków. Dopiero po chwili zorientowałam się, że kobieta przed moimi oczami wymachuje pomarszczoną nieco dłonią.
- Albo dopadło cię jakieś choróbsko, albo się zakochałaś, skoro stąpasz tak wysoko gdzieś między obłokami. – zaśmiała się, jednak w jej głosie można było wyczuć odrobinę powagi.
- E tam, czuję się całkowicie zdrowa a i moje serce ma się dobrze. – przewróciłam tylko oczami. – Co my tu mamy… - zagłębiłam swój wzrok z pudle, jakie postawiła przede mną, chcąc tym samym zakończyć temat, jednak ona nie dała za wygraną.
- Chcesz oszukać starą kobietę która nie takie rzeczy widziała, dziecko. – uśmiechnęła się z politowaniem. – Albo sama jeszcze żyjesz w niewiedzy. Sama nie wiem co gorsze. – pokręciła głową, przyglądając mi się uważnie. – O tak, ta ramka jest piękna. – westchnęła rozmarzona widząc, jak wyjmuję z kartonu sporą owalną ramę w wiktoriańskim stylu.
- Wygląda trochę, jakby kiedyś była lustrem… - zmarszczyłam brwi opuszkami palców badając jej fakturę. – Wspaniała. – powiedziałam szeptem raczej do siebie, niż do kobiety stojącej obok.
- Na zdjęcie wyjątkowej osoby, co? – co za wścibska kobieta, próbuje wyciągnąć informacje nawet o tym, czego nie ma.
- Chyba oprawię w nią kolaż ze zdjęciami Luny. – uśmiechnęłam się promiennie.
- Tego kundla? – jej ton zdradzał niedowierzanie w moje słowa.
- Nie mów tak o niej, proszę. To uroczy basset i to prawdopodobnie całkowicie czystej krwi. – cóż, dla Sue każdy pies był kundlem, za to koty… Och, każdy kot jest królem na swój sposób i nie bez powodu starożytny lud Egipcjan czcił te istoty.
- jak tak sobie chcesz, ale szkoda takiej pięknej oprawy.- westchnęła teatralnie.
- Zawsze mogę jej nie brać..
- Nie, nie. Jest twoja i rób z nią co chcesz, byleby tylko była dobrze zagospodarowana, a nie leżała gdzieś tu i czekała przez lata na nabywcę. – przerwała mi szybko, słysząc moje słowa.
- Mogę jeszcze tą książkę? – wskazałam na starą, zniszczoną okładkę z nieczytelnym już niestety tytułem.
- Jeśli uważasz, że warto ją nieść przez pół miasta do domu, to proszę bardzo.
- Dziękuję! Muszę już iść, nie chcę by mama znów nabrała jakichś wyssanych z palca podejrzeń. – wzruszyłam bezradnie ramionami.
-Emma znów nie daje ci żyć? – kobieta zmierzyła mnie smutno.
- Najwyraźniej…. To ja zabieram te dwa skarby, do widzenia pani Sue, do następnego razu. – przytuliłam ją, po czym otworzyłam drzwi wprawiając wiszący nad nimi dzwoneczek w ruch i wyszłam na zewnątrz.  Znów zmuszona byłam zapiąć płaszcz, gdyż wokoło było niemiłosiernie zimno jak na początek maja. Zima zbliża się wielkim krokami i przyroda daje to odczuć wszystkim wokoło.

Siedziałam właśnie przy biurku z nogami podciągniętymi pod brodę z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Fakt, jego temperatura parzyła nieco opuszki moich palców, ale wolałam to od przenikającego zimna, na jakie skazana byłam dziś przez sporą część dnia. Przede mną rozpościerał się widok internetowego świata, zamkniętego za szklaną powłoką monitora. Czekał mnie właśnie co tygodniowy rytuał usuwania wszystkich powiadomień na facebooku, którego nienawidziłam tak bardzo… Wpisałam pośpiesznie e-mail i hasło, kierując się zasadą iż im szybciej się za coś zabiorę, tym szybciej skończę.
„Lucas zaprosił się do zagrania w jakieś gówno, Abby udostępniła link z innym gównem, Grace dodała gówniane zdjęcie…” cały ten portal był jednym wielkim szambem i zapewne gdybym miała w sobie odrobinę więcej odwagi, usunęłabym swój profil tam. A jednak gdzieś w głowie tlił mi się mały strach, że „Osoby które nie mają fb nie istnieją. Nie ma ich tam, nie ma ich nigdzie.”. Myśl, że mogłabym być jeszcze większym zerem skutecznie odsuwała mnie od tego pomysłu. Mój wzrok sięgał coraz niżej i niżej, aż w końcu dotarłam do owego zdjęcia, które dodała Grace, członkini elity mojej szkoły. Znajdowała się na nim cała kultowa paczka, określana czasem przez samych siebie „szlachtą, hipsterami, władcami…”. O ile dobrze zauważyłam, fotografię wykonano na korytarzu szkolnym, prawdopodobnie podczas przerwy, bo wokoło roiło się od innych uczniów pędzących na lekcję. Cholera, w lewym górnym rogu widniała ciemna plama – mój czarny sweter. Genialnie, załapałam się do zdjęcia z monarchią, czyż to nie zaszczyt?  Zjechałam jeszcze niżej, by zobaczyć komentarze. Kilkanaście ostatnich opisywało plugawość mojej osoby, parę wcześniejszych okropność całej części uczniów nie należących do wspaniałej grupy. Zagłębiłam się w lekturę, spoglądając przy tym na nazwiska autorów. Niektóre z nich nawet nie przywodziły mi na myśl konkretnej osoby, nie znałam ich ani trochę. A jednak to właśnie te osoby, które znały mnie najmniej, najwięcej miały do powiedzenia. Ze łzami spływającymi po policzkach zamknęłam kartę i oparłam czoło o kolana, ramionami oplatając łydki. Dlaczego tak musi być, że nikt nie widzi we mnie nic pozytywnego? Może dlatego, że ja sama nic takiego nie widzę….
Gdy uspokoiłam się odrobinę, w pokoju rozbrzmiał ten jakże irytujący dzwonek ze skype. Nie ważne, jak przyjemna była rozmowa, którą zwiastował, sam dźwięk wkurzał mnie zawsze niemiłosiernie.
- Cześć Nick. – otarłam wierzchem dłoni pozostałości po potoku łez, wchłoniętym przez materiał mojego starego dresu. Och, jak dobrze, że nie zadzwonił kilka minut wcześniej….
- Słoneeeczko! – słysząc jego rozradowany głos jakieś dziwne uczucie zawładnęło moimi wnętrznościami, jednak starałam się całkowicie je ignorować.
- Jak minął ci dzień? – zapytałam pociągając jeszcze trochę nosem.
- Dość… Hm, męcząco. Miałem sporo na głowie, ale to nie ważne. – uciął szybko temat. – Co się dzieje? – był wyraźnie zmartwiony.
- Nic, złapałam chyba jakiś katar.  Oby to nie była żadna grypa.
- Kłamiesz. – ot tak sobie stwierdził, nie pytając nawet o nic.  – Wiem, że kłamiesz. Płakałaś, prawda? Co się dzieje, Jane… - ton jego głosu nie był ani surowy, ani zaborczy, on po prostu się martwił.
- Szkoła się dzieje, Nick. A właściwie ludzie ze szkoły, ale to nic takiego. Wiesz jak to nastolatki, przejmują się byle czym. – próbowałam jakoś zakończyć ten temat w pokojowy sposób.
- Nie jesteś zwykłą nastolatką, ciebie to nie dotyczy. Skoro wywołało łzy, musiało być poważne… Zazwyczaj gdy człowiek się komuś wygada robi mu się lżej. Chcesz spróbować? – nadal nie czułam, aby nalegał. Nie biła od niego ani krzta wścibskości. Po prostu chciał dla mnie dobrze a ja nie potrafiłam tego wykorzystać.
- Mówię prawdę, Nick. Ot jakieś głupie wpisy na facebooku, nic takiego… - niechętnie zmusiłam swój głos do przyjęcia tonu wskazującego na rozbawienie.
- Ostatnim razem mnie spławiłaś. Pamiętasz? Ta dziwna rozmowa telefoniczna, którą tłumaczyłaś dzwonkiem na lekcję. Wiem, że kłamałaś. Czuję to. Nie możesz dusić tego w sobie, Jane. Wyrzucenie z siebie złych uczuć jest jak pozbycie się balastu, który wciągało się na górę życia. Będzie ci lżej…
- Nie mogę, Nick. – moje oczy ponownie się zaszkliły, a głos zaczął się łamać.– Nie dziś. Proszę, zmieńmy temat. – usłyszałam jak wzdycha głęboko.
- Dobrze, ale nie płacz już słońce. Nie warto płakać z powodu tych ludzi.
- Postaram się. – znów pociągnęłam nosem, tym razem o wiele głośniej. – Mów coś do mnie, cokolwiek. – nabrałam sporą ilość powietrza do płuc.
- Ale nie mam pojęcia co. – zaśmiał się głośno. – Jesteś piękna, wiesz?
- Nie wiem i ty też nie wiesz, nie widziałeś mnie. – zachichotałam, jednak ucichłam gdy po drugiej stronie wszystko zamilkło.
- Ktoś, kto jest aż tak piękny wewnętrznie nie może mieć brzydkiej oprawy, uwierz mi.
- Wmawiaj sobie, wmawiaj, Nick. – westchnęłam nadal rozbawiona.
- To ty sobie wmawiasz, słonko.
- Hej, Harry czy wiesz może…- nagle z głośników rozbrzmiał jakiś inny głos.
- CICHO! – Nick krzyknął, chyba zakrywając mikrofon, bo coś zachrobotało niemiłosiernie głośno.
- Harry? – szepnęłam sama do siebie, klikając na ikonę zakańczającą rozmowę. Dlaczego ktoś do Nicka miałby zwracać się tym imieniem? Postanowiłam zapytać go o to przy następnej rozmowie.


| Twitter | Ask | GG |

15 komentarzy:

  1. CUDO! Zakochałaś się w Twoim opowiadaniu. :*
    Jak ty to robisz, że tak świetnie piszesz? : o

    OdpowiedzUsuń
  2. zajebisty jest! na prawdę cudowny *-*
    piszesz genialnie.. bardzo przyjemnie się to czyta ♥
    oj, oj.. już się trochę miesza.. ]:->
    jejka.. on jest taki słooodki *-* strasznie się o nią troszczy i martwi.. też bym tak chciała :(
    no nic.. życzę duużo weny i czekam na następne <3

    @serioouss

    OdpowiedzUsuń
  3. a właśnie.. miałam zapytać.. co to za piosenka, którą masz na playliście? ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciągle nie mam dość, z każdym rozdziałem jest coraz lepiej :) czekam na next xx
    @child_of_music

    OdpowiedzUsuń
  5. Noooo w koncu pojawil sie kolejny rozdzial :) Jestem ciekawa co bedzie dalej jak Harry wytlumaczy sie z klamstwa juz nie moge sie doczekac :) prosze o info o nexcie @MilkaMilka39

    OdpowiedzUsuń
  6. uhuhuu.. ale emocje.. ciekawe jak jej 'Nick' to wyjaśni... czekam na next xx @awwzayn_69

    OdpowiedzUsuń
  7. asdfghjkl jak zwykle. Jestem ciekawa jak Harry aka Nick wyjaśni Jane tą sytuacje.

    @payneakaangel x

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne! W końcu oryginalne fanfiction, a nie jakas kolejna kopia Dark i Danger... Na serio gratuluję pomysłu i życzę weny :) jestem pewna, ze zostanę tu na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jest cudowny.
    Początek uroczy. Pokazuje trochę jakby mnie z przeszłości. Zawsze prowadziłam rozmowy z dorosłymi, ponieważ towarzystwo w moim wieku... wybierało gnębienie mnie. Jest to przykre, a twój blog idealnie opisuje moje uczucia.
    Część, kiedy ona z nim rozmawia. Widoczne jest, że nie potrafi się przed nim otworzyć. Jest na tyle zraniona, że boi się zaufać.
    A potem sama końcówka... Coś czuję, że Harry wymówi się, że ktoś zwrócił się nie do niego.
    Pozdrawiam i czekam na nn.
    Kocham Cię i twojego bloga :)

    http://my-happiness-is-very-sad.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocham was ! Twój blog jest zajebisty już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ;* CHCEMY WIĘCEJ :) @awwzayn_69

    OdpowiedzUsuń
  11. Jej dziś zaczęłam czytać i już bardzo mi się całość spodobała.:) rozdział jest super napisany, czekam na następny. Podziękuj Angie bo to z jej aska dowiedziałam się o tym cudownym opowiadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny blog! Na pewno będe czytac ;)
    :** Czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń