poniedziałek, 25 listopada 2013

Część 5

Chciałam tu coś napisać, ale znam siebie już trochę i wiem, że jak zacznę, to szybko nie skończę, dlatego po prostu darowałam sobie jakieś długie wywody o niczym ważnym (z waszego punktu widzenia). Przepraszam za długą przerwę i dziękuję za 5K wyświetleń. 
Przypominam też o „sondzie” widocznej na dole, to opcja szczególnie dla tych, którzy nie mają czasu by napisać choćby krótki komentarz, choć dla tych którzy go mają też :)

Przez kilka kolejnych dni, które upłynęły od czasu naszej ostatniej rozmowy, z niewiadomych dla mnie samej powodów chodziłam rozkojarzona i nieobecna myślami błądząc gdzieś daleko. Właściwie nie było to jakieś niewiadome „gdzieś”. Moje myśli, choć starałam się bronić przed tą przykrą prawdą, znajdowały się przy nim, jakąkolwiek konkretnie lokalizację mogło to oznaczać. Wszystko, co działo się ze mną w ostatnim czasie przypominało powoli paranoję, chorobę psychiczną i z dnia na dzień było co raz gorzej. Dzięki Nick.
Praca okazała się być tym, co choć na moment potrafiło odciągnąć mnie od głupich myśli. Chodziłam właśnie z wielkim kartonem w ręce i rozkładałam towar na półki.  Udało mi się to zrobić w sposób dość zadowalający, nowości przyciągały wzrok już od samego wejścia, ale nie przytłaczały sobą całej reszty. Uśmiechnęłam się pod nosem, przyglądając od progu swojemu dziełu, po czym podskakując dość wysoko usiadłam na sklepowej ladzie. Mój niski wzrost dawał o sobie znać na każdym kroku. Za niska by dosięgnąć tu, za niska by usiąść tam, za niska by zrobić to i tamto…  Westchnęłam głęboko dumając nad swoją niedolą, gdy nagle dzwonek wiszący nad drzwiami rozbrzmiał, a te otworzyły się z impetem.  Do środka dostało się mnóstwo zimnego, przenikliwego powietrza wraz z garstką równie nieproszonych gości. Widząc ich znajome twarze szybko wskoczyłam za wysoki mebel, tam gdzie było moje miejsce. Starałam się jak najbardziej ukryć moje drobne ciało za stojącą na podwyższeniu kasą. Pomieszczenie migiem wypełniły śmiechy i dyskusje grupy przyjaciół, jednak nie było w nich ani odrobiny serdeczności, ciepła… Dreszcz przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa, gdy szydercze chichoty nie ustawały, a wręcz wzbierały na sile. Wiedziałam po co tu przyszli, wiedziałam czego szukali, nie wiedziałam tylko dlaczego akurat mnie wybrali na swój cel.  Kilka moich cichych, płytkich oddechów później huk rozległ się wokoło. Gruba encyklopedia „przypadkiem” spadła na ziemię z półki. Zacisnęłam pięści, słysząc kolejny hałas, tym razem kilka cieńszych powieści zniżyło się do poziomu szanownych klientów. Zamknęłam oczy, zbierając w sobie siłę, by to przeczekać, by nie próbować w pojedynkę stawić im czoła, bo ta walka już od początku skazana była na porażkę. Śmiali się jeszcze chwilę, rzucając czym popadnie. Wdech… jeszcze tylko chwila i sobie pójdą. Wydech… poczułam jak moje własne paznokcie wbijają mi się w dłoń od zbyt mocnego zaciskania pięści, więc niego rozluźniłam mięśnie. Ułamek sekundy podskoczyłam jednak w miejscu, słysząc przeraźliwy hałas. Wytrzeszczyłam oczy, widząc jedną z wysokich, drewnianych półek leżącą na podłodze. Och, nie wierzę, to się nie stało, prawda?
- Ups. – zachichotała Megan, która jeszcze przed chwilą opierała się o feralny mebel. – Jakie to niestabilne… Coś mogło mi się stać. – spojrzała porozumiewawczo na swoich towarzyszy. – Mogłabym cię pozwać do sądu, Jade. – zważając na jej poprzednie słowa, nawet nie zwróciłam uwagi na to, że pomyliła moje imię. – Ale ponieważ mam dziś.. Hm, dzień litości dla pokrak, nie zrobię tego.  Grace, Amy, wychodzimy z tej żałosnej budy. – słysząc to odetchnęłam z ulgą,  jednak byłam świadoma, że ludzie tego typu instynktownie robią „wielkie wyjścia”.  Faktycznie, Amy, najwyższa z nich wychodząc jako ostatnia przewróciła jeszcze z rozmachem nieco mniejszą z półek.
- Powinnaś dziękować jej na kolanach, mała szmato. – wysyczała trzaskając za sobą drzwiami.
Dopiero teraz mogłam rozluźnić wszystkie moje napięte do tej pory mięśnie. Czułam, jakby całe powietrze jakie miałam w sobie, zeszło niczym z balonika w ułamku sekundy. Wyjrzałam jeszcze przez szybę, by upewnić się, że sobie poszły, po czym kuląc się w kłębek na podłodze zaczęłam płakać. Nie chciałam tego robić, ale bezradność wobec zaistniałej sytuacji i cała frustracja z nią  związana przewyższyły moje możliwości.
Nie wiem, ile czasu tak siedziałam, może kilka minut, może godzinę… Wiem jednak, że wystarczyło abym choć odrobinę zebrała się w sobie. Nie mogłam przecież skończyć swojej zmiany i ot tak zostawić księgarnię w takim stanie, bo inaczej byłby to prawdopodobnie mój ostatni dzień w tej pracy, a tego nie chciałam.
Podniosłam się z podłogi i oczyściłam spodnie z pyłu, który nabyły po kontakcie z podłogą, po zabrałam się za podnoszenie półek o wiele większych ode mnie. Po długich zmaganiach s końcu udało mi się postawić do pionu oba meble. Otarłam rękawem pot z czoła i z niechęcią spojrzałam na kilkadziesiąt książek leżących wokoło. Obym tylko zdążyła poukładać je w odpowiedniej kolejności do przybycia właściciela…
Po dwóch godzinach żmudnej pracy zostały mi już do ułożenia tylko biografie od litery R w dół alfabetu. To niewiele zważając na liczbę, z jaką zaczynałam. Na co dzień w pracy zazwyczaj przyglądałam się okładkom, czasem czytałam nawet kilka stron, gdy coś mnie zaciekawiło. Ciężko było mi się od tego powstrzymać tym razem, ale obiecałam sobie w duchu, że następnym razem to odrobię.  Dwie ostatnie pozycje i oto w ten sposób dotarłam do celu, do końca mojej pracy na dziś. Dziesięć minut przed czasem, uff…
- Dobry wieczór, Jane. – prawie bezszelestnie, nie licząc dźwięku wydawanego przez dzwonek wiszący nad drzwiami, do środka wszedł właściciel, jak zawsze by sprawdzić czy wszystko się zgadza i zamknąć sklep. Jako pracownik na pół etatu nie śniłam nawet o tym, by mieć własny komplet kluczy do lokalu.
- Dobry wieczór panie McKinley. – uśmiechnęłam się tak naturalnie, jak tylko mogłam, zakładając już na siebie płaszcz i sięgając po torbę.
- Nie było dziś żadnych problemów? – spytał, rozglądając się wokoło.
- Nie, właściwie nic się nie działo… - ściszyłam głos, bojąc się iż zauważy że układ książek jest trochę inny niż przed moją zmianą.  – Czy mogę już iść do domu? – zapytałam, zapinając ostatni guzik.
- Tak, naturalnie. – odpowiedział nieco zamyślony.
- Do widzenia panu. – krzyknęłam już zza progu, biegiem udając się do domu. Chciałam znaleźć się w nim jak najszybciej, nie zważając na konsekwencje, jakie o późnej porze dnia może przynieść mi pośpiech. Był czwartkowy wieczór,  ruch uliczny zamarł wraz z zachodem słońca. Poza tym jacy złodzieje lub gwałciciele szukają ofiar w takie mroźne, opustoszałe dni?  Na pewno nie najlepsi, ale jednak wolałam zachować ostrożność.
Zwolniłam kroku dopiero będąc na swojej ulicy, widząc z daleka swój mały dom. Światła wewnątrz były zapalone, co widziałam przez nie zasłonięte okna.  Wyjęłam z kieszeni telefon i wcisnęłam mały guzik z boku, by sprawdzić która godzina. Och, osiemnasta, czyli mama jest już w domu. Zmarszczyłam czoło, po czym wyjęłam telefon jeszcze raz. Dziś dwudziesty? O mój Boże, dziś dwudziesty maja! To właśnie dziś tata miał wrócić do domu.
Uśmiechając się szeroko, przekroczyłam próg, po czym zdjęłam całe okrycie wierzchnie. Nie spodziewałam się zbyt wiele, nie raz zdarzało się już, że ojciec wracał kilka dni później i od razu musiał znów jechać.
Przeszłam przez przedpokój i weszłam do kuchni, w której unosiły się piękne zapachy. Jest. Oboje są.
- Cześć. – jak gdyby nigdy nic przywitałam się z obojgiem. Tata oczywiście od razu wstał i przytulił mnie serdecznie, co odwzajemniłam z równym zapałem. – Nie sądziłam, że dziś wrócisz.
- Przecież obiecałem że wrócę dwudziestego ósmego. – wypuścił mnie z uścisku i usiadł ponownie na swoim miejscu.
- No tak, ale zawsz…- nie udało mi się skończyć, gdyż ojciec szybko mi przerwał.
- Obiecałem, więc jestem. – tak właśnie zakończyła się nasza rozmowa, co najwyraźniej wyczuła mama, gdyż zabrała się za nakrywanie do stołu. Niewiele myśląc również chwyciłam za talerze i pomogłam jej choć trochę . Och tak, wspólna kolacja.
Z pełnym żołądkiem leżałam na swoim łóżku, marząc o niebieskich migdałach i innych nierealnych sprawach, gdy wokoło rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu.  Szybkim ruchem zgarnęłam go z półki i przyglądając się uważnie ekranowi odebrałam połączenie.
- Słucham. – westchnęłam błogo do słuchawki.
- Witaj Jane. – usłyszałam ten znajomy, zachrypnięty głos. – Nie przeszkadzam? – zapytał idiotycznie.
- Jeszcze niedawno nie interesowało cię, czy mi przeszkadzasz czy nie. – zaśmiałam się cicho. – Skąd ta zmiana?
- Cóż, chciałem być miły. – mogę się założyć, że na jego twarzy właśnie pojawił się grymas.
- Oj Nick, Nick… Trochę za późno, żeby zrobić dobre wrażenie. – zakpiłam z niego, zginając nogi w kolanach.
- Próbować zawsze można. – przyznał niechętnie cichym głosem.
- Dawno się nie odzywałeś. Jakiś ciekawy powód? – dość skrzętnie zmieniłam temat.
- Całkiem sporo, ale żaden na tyle mocny by sam w sobie mógł być powodem. Brak czasu… Każdy gania mnie z kąta w kąt z coraz to głupszymi pierdołami do zrobienia. Powoli zaczynam się w tym wszystkim gubić. – westchnął głęboko.
- Więc dlaczego nie spróbujesz tego zmienić? Dlaczego się nie postawisz? – czułam się, jakbym stąpała po cienkim lodzie. Nie miałam pojęcia o czym i o kim mówię. Kogo ofiarą stał się Nick?
- Im? Postawić się im? Nie ma szans. Albo robię, to co mówią, albo tracę wszystko. MY tracimy. To nie takie łatwe Jane. Tu już nic nie jest łatwe. – po jego słowach czułam się jeszcze bardziej skołowana. Nie rozumiałam ani jednego słowa.
- O czym właściwie mówisz? Skoro się mylę, to wytłumacz mi w czym rzecz. – ściszyłam głos, wciąż mając obawę, że rodzice usłyszą naszą rozmowę.
- Chodzi o… - jego głos zamarł na moment. – O tą trasę. Pamiętasz? Opowiadałem ci kiedyś…  To powoli zaczyna się rozkręcać, a ja muszę dbać o to wszystko, szczególnie o młodego. Nie mogę pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. Zbyt wiele jest w moich rękach. A  te wielkie szychy, organizatorzy, wiedzą o tym i najwyraźniej to wykorzystują. – zasłoniłam sobie oczy przetwarzając natłok nowych informacji.
- Cholera. – wypłynęło z moich ust szybciej niż zdążyłam przemyśleć co chcę powiedzieć. – Musi być przecież jakieś wyjście.
- Nie, Jane. A już na pewno nie ty powinnaś o tym myśleć. Załatwię to jakoś. – jeszcze chyba nigdy nie słyszałam, by był tak stanowczy.
- Obiecaj mi, że coś z tym zrobisz. – przygryzłam wargę nadal myśląc intensywnie. – Obiecaj.
- Och, nie lubię składać obietnic bez pokrycia.
- Więc tego nie rób. Po prostu złóż obietnicę, której dotrzymasz.
- Jane…
- Obiecaj. – tym razem to we mnie obudziły się władcze zachowania.
- Ok, ok, obiecuję, ale jeśli to tylko pogorszy sprawę, jeśli wszystko stracimy…. Ciąży nade mną odpowiedzialność zbiorowa, muszę o tym pamiętać.
- Nie, to nie pogorszy sprawy. Nie myśl tak.  – uniosłam się do pozycji siedzącej i przyjęłam tureckie ułożenie nóg.
- Mała, naiwna Jane… - zaśmiał się cicho,  co wywołało moje oburzenie. – Powiedz lepiej co u ciebie?
- Jakby to ująć.. – zamyśliłam się na moment. – Bawiłam się dziś w budowniczego. – uśmiechnęłam się smutno.
- Jak to? Jakieś przygotowanie do zawodu, czy coś w tym stylu? – jego śmiech choć trochę podniósł mnie na duchu, choć wyjście z kompletnego dołka w jakim byłam przed chwilą było zbyt odległym celem.
- Nie. Po prostu moje „koleżanki” – wzdrygnęłam się wypowiadając to słowo w odniesieniu do nich. – postanowiły pobawić się w coś a’la domino. Półkami. W księgarni w której pracuję. I zgadnij kto musiał to posprzątać? – zaśmiałam się, by ukryć wszystkie inne, negatywne uczucia które zapanowały nad moim głosem.
- Jane… - chłopak chciał coś powiedzieć, jednak przerwałam mu szybko.
- To prawidłowa odpowiedź, oklaski dla zwycięzcy! – pisnęłam słodziutkim głosem i klasnęłam kilkukrotnie w dłonie.
- Nie bagatelizuj tego. One się nad tobą znęcają. – cóż, jego odpowiedź nie wniosła zbyt wiele do mojego toku rozumowania. Przecież dobrze o tym wiedziałam, ale nie byłam jedną ofiarą. Lepsi ode mnie już dawno polegli. Panna Parker to tylko kwestia czasu.
- Jak widzisz mój drogi, wszyscy mamy problemy. – westchnęłam opierając plecy o zimną ścianę.
Wraz z moją ostatnią wypowiedzią, między nami zapanowała cisza. Ale nie jedna z tych niezręcznych, podczas których nikt nie wie co powiedzieć, tylko taka… przyjemna. Miło było po prostu posłuchać wzajemnie swoich  oddechów pomimo dzielącej nas olbrzymiej odległości i oddać się rozmyślaniom o czymkolwiek. Wzniecić w umyśle płomienie z tych najgorszych, najbardziej destruktywnych myśli, by po chwili ich miejsce zajęła pustka. Nicość, dająca wspaniałe uczucie błogości… Tak, cisza między dwojgiem ludzi stanowczo była czasem potrzebna. Problem w tym, że nie ze wszystkimi da się milczeć.
- Jane. – wychrypiał w pewnym momencie Nick.
- Hm? – mruknęłam pytająco, przymykając powieki.
- Co masz na sobie? – jego pytanie całkowicie zbiło mnie z pantałyku, jednak po chwili zastanowienia postanowiłam na nie odpowiedzieć.
- Umm – przygryzłam wargę, myśląc nad doborem słów, ale to niewiele mi dało. – Koszulkę. I bieliznę. – dodałam niepewnie.
- Jaki kolor ma twoja koszulka? – dreszcz wstrząsnął moim ciałem, gdy usłyszałam jak zaczyna szeptać. Ta rozmowa powoli wprawiała mnie w zakłopotanie.
- Czarny.
- Och…

PS. Od teraz osoby niekomentujące nie będą informowane na twitterze :) 

24 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc, to pytanie zbiło też mnie z pantałyku... i co chodzi z tym 'och'??
    Nienawidzę prześladowców Jane. Co one sobie w ogóle myślą! Chętnie bym im wygarnęła i kilka razy przywaliła.
    Nick, jak widzę, też ma problemy... tylko gubię się w nich jak główna bohaterka. O c o c h o d z i ? ? ?
    Pełna niecierpliwości czekam na następną część!
    @Irydda
    http://irlandzka-magia.blogspot.com
    http://strip-and-theft.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuuper ale dlaczego przerwalas w takim momecie? Kiedy Jane dowie sie ze Nick to Harry? Ciekawe co bedzie dalej:) prosze o info o nexcie @MilkaMilka39 zycze weny i prosze o nastepny rozdzial jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do pierwszej części. Ech.. Głupi ci jej "koledzy", ale życie takie właśnie jest. Mimo to ona powinna powiedzieć o tym szefowi. Pomęczyli by ją potem trochę, ale gdyby się stawiała, daliby spokój. Zwłaszcza, że teraz ma oparcie w Nicku [czyt. Harrym].
    Oczywiście rozumiem też Harry'ego, że nie chce jej się przyznać kim jest. Boi się jej oceny, zwłaszcza, że powiedziała, że brzydzi się popularności.
    A końcówki... nie rozumiem. xd
    Pozdrawiam i czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie, tylko nie rozumiem końcówki, ale na pewno wyjaśnisz mi w następnym rozdziale. Jestem ciekawa, kiedy Jane dowie się, że Nick to Harry. Czekam na następny rozdział. Życzę weny i pozdrawiam. A i proszę abyś mnie informowała o następnym rozdziale :) @WSkowroska

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojejku, jakie to świetne i urocze ♥ no i też trochę smutne... Te 'koleżanki' są boskie! ( wyczuj ten sarkazm) Nie wiem jak można być takim wrednym, pucowatym, a jednocześnie nie miłym. Głupie babska nie mające żadnych wartości wewnętrznych... Eh.. mam nadzieję, że jak już Jane się dowie o małym sekrecie Harrego, on przyjedzie do niej i powie coś tym plasticzką! Byłoby cudnie! A nawet bardziej gdyby były directioners! Uhuhu! Ale miałyby miny! Skoro mowa o Harrym to co on dowalił pod koniec?! Nie to, że mi się nie podoba, wręcz przeciwnie, bardzo mi się podoba! ( Jej Harry dzwoni i pyta: co masz na sobie + szczegółowe pytania o bieliznę woo! ) No ale zadziwił mnie tym! Odważnie, nie powiem. A Jane odpowiedziała na te pytania! Niby taka cicha myszka, a tu... wohooo... Idzie ostro!
    Twoje opowiadanie jest takie śliczne, że... nie wiem! Ciągle myślę o sytuacji Jane i Harrego! Nawet przez to dostałam minusa na historii! Ale jest okej! Tylko normlnie ciągle mam to w głowie i za nic nie może mi to wyjść! Zawsze tak mam, gdy czytam lub oglądam coś równie boskiego :)
    Z wielką niecierpliwością czekam na nowy, zapewne tak wspaniały jak ten, powalający rozdział!
    ( loool pisząc to zdanie miałam wrażenie, że Harry z Twojego szablonu do mnie mrugnął! -Kocham ten szablon!)
    Całusy Magda xx

    OdpowiedzUsuń
  6. kiedy zobaczyłam, że na blogu pojawił się nowy rozdział zaczęłam się cieszyć jak jakaś idiotka hahahahahaha
    uwielbiam to! @ilymydemetria

    OdpowiedzUsuń
  7. nareszcie nowy rozdział. już się nie mogłam doczekać. :D trochę nie zrozumiałam końcówki, ale pewnie wszystko wyjaśni się w kolejnym rozdziale. duuuużo weny! ♥
    @euphorianatx

    OdpowiedzUsuń
  8. Hey, mogłabyś coś zrobić z szablonem bloga, bo ucina mi początki zdań. Dziękuje :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam już o tym, ale myślałam że po zmianie wszystko jest ok. Jak teraz? xx

      Usuń
  9. dość zastanawiająca końcówka.. bardzo mnie zainteresowała.. jestem ciekawa o co chodzi :) mam nadzieję, że niedługo się dowiemy.. biedna Jane.. te dziewczyny są jakieś nienormalne ;-; ciekawe kiedy ona się dowie, że Harry to Nick :) taka mała uwaga, wkradło się kilka literówek, ale to mniej ważne.. na wersji blog na komputerze szablon jest ustawiony tak, że ucina początki wersów.. poza tym rozdział świetny, życzę weny i powodzenia xx
    @serioouss

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak skończyłas rozdział...... xd Świetny blog no i czekam na nexta xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do liebster blog avard. Szczegóły http://problems-are-part-of-life.blogspot.com/2013/12/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Juz nie moge sie docekac kolejnego ,ciekawa jestem kiedy wyjdze na jaw ze to jest Harry ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne :). Czekam na następny..

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten blog jest niesamowity! :)
    Świetnie go piszesz, a co do szablonu to u mnie na komputerze również ucina początki zdań :)
    Nie rozumiem końcówki więc czekam z niecierpliwością na nn rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nominuje Cię do Liebsten Awards ! Więcej na blogu ----> http://opowiadanieoonedirectionred-blood.blogspot.com/ W zakładce Liebsten Awards !

    OdpowiedzUsuń
  16. kiedy nastepny ?

    OdpowiedzUsuń
  17. *.* kiedy next? ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetne, kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  19. superrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr !

    OdpowiedzUsuń
  20. Kocham <3
    Dopiero teraz zaczęłam czytać ale to co :)
    Cieszę się że dzielisz się z nami tym pięknym opowiadaniem :)))
    Kocham Cię za to <3
    Proszę w razie nowego rozdziału o informacje na twitterze :)
    @Kwiatkowska04

    OdpowiedzUsuń