czwartek, 26 grudnia 2013

Część 6

Chyba się spóźniłam, ale no cóż… Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! 
Pozwalam Wam na wychłostanie mnie w komentarzach za to olbrzymie opóźnienie. Należy mi się. 


- Wiesz, Jane… - ściszonym głosem dodał po chwili zastanowienia Nick. – Chciałbym być teraz przy tobie. Przytulić, powiedzieć prosto w oczy, że wszystko będzie dobrze, uścisnąć czule dłoń i poczuć jak odwzajemniasz ten gest. Naprawdę chciałbym tego doświadczyć. – słysząc jego słowa zasmuciłam się jeszcze bardziej. Moje pragnienia malowały się w całkowicie podobnych barwach i były równie nierealne.
- Ja też bardzo bym tego chciała, Nick. – wyszeptałam przygryzając wargę. Takie wyznania wcale nie są łatwe, bo na pewno nie były to z mojej strony słowa rzucane na wiatr i wierzyłam głęboko, że z jego strony też. – Ale Nowa Zelandia jest dość daleko od Wielkiej Brytanii, nie uważasz? Nie sądzę, żeby którekolwiek z nas planowało w przyszłości taką podróż. Wszystkie najwartościowsze znajomości kończą padając pod tą przeszkodą…- ta wizja spadła na mnie jak ciężki głaz i przygniotła, równając z podłożem.
- Jeśli się o nie walczy, to przetrwają wszystko. Nasza znajomość będzie jedną z takich niezłamanych więzi. Rozumiesz?! – w jego głosie słychać było, jak bardzo nie zgadza się z moimi słowami. Och, czy on naprawdę jest starszy i łudząco „dojrzalszy”? Pff.
- Mam taką nadzieję, nic więcej nie mogę zrobić.
- Dobrze. Ja zadbam o resztę. – te słowa brzmiały już o wiele weselej, co pocieszyło również mnie. Nie miałam jednak pojęcia o jakiej reszcie dokładnie mówi. Chyba nawet nie chciałam wiedzieć. Zaskocz mnie, Nick.
- JAAAAAAAAAAANEEEEEEE! – usłyszałam donośny krzyk dochodzący z kuchni, który najwyraźniej wywołał rozbawienie u mojego rozmówcy.
- Cholera. –syknęłam przez zęby. – Chyba muszę kończyć. Napiszę jeszcze do ciebie później. Cześć. – powiedziałam szybko muskając palcem czerwony punkt na ekranie telefonu, po czym wybiegłam z pokoju.
- Tak mamo? – zapytałam rozglądając się po mijanych po drodze pomieszczeniach. Kobietę znalazłam dopiero w łazience, stała przed wielką szafką, pokrytą od przodu lustrzaną powłoką. W tym momencie była otwarta, a mama najwyraźniej czegoś w niej szukała.
- Widziałaś może mój Stilnex?* Wydawało mi się, że były tu jeszcze dwa pełne opakowania. Znów mam problemy ze snem…- westchnęła głośno, nadal przewracając pudełka i czytając ich etykiety.
-Hm- zastanowiłam się głośno.- Raczej nie obiły mi się o oczy. Ostatnio widziałam je w kuchni, gdy przyniosłaś je z apteki. Potem schowałaś je tu, tyle wiem. – wzruszyłam ramionami. – Idę dalej czytać książkę. –skłamałam z dziarską miną, po czym odwróciłam się na pięcie i pomaszerowałam do swojej świątyni. Stając w jej progu, odruchowo spojrzałam w kierunku półki z literaturą. Właściwie, skoro mam czas, to mogę sobie pozwolić na jakąś przyjemność, prawda? Podeszłam niepewnie do mebla i z jednej z półek usytuowanych w jej dolnej części zdjęłam książkę w ciemnoczerwonej okładce, czekającą na przeczytanie już długi czas. Otwierając ją leniwie na pierwszej stronie pokrytej w całości drobnym druczkiem podeszłam do łóżka i położyłam się na brzuchu, opierając na łokciach.
Godzina, dwie, pięć… Nawet nie zauważyłam, kiedy wybiła północ. Dopiero brzęczący telefon wyrwał mnie z transu, który zawdzięczałam całkiem ciekawemu kryminałowi. Nie zastanawiając się wiele, wsuwką do włosów zaznaczyłam stronę, na której skończyłam i odkładając książkę na podłogę spod poduszki wydobyłam telefon.

Odpisałam szybko, śmiejąc się po cichu. Czekając kolejną wiadomość poczułam, jak moja głowa staje się coraz cięższa. Czyżby to od natłoku myśli? Przecież one nie mają żadnej objętości. Mimo tego moje czoło opadło na miękką poduszkę i nie miałam ani siły, ani ochoty się temu sprzeciwiać, więc pozwoliłam spocząć mu tak na kilka, kilkanaście minut…
Nie zauważyłam nawet, gdy moje powieki opadły, pozbawiając mnie zmysły wzroku. Zdałam sobie z tego sprawę, dopiero gdy dzwonek mojego telefonu rozbrzmiał wokoło. Nieco nieprzytomnie uniosłam urządzenie i wciskając odpowiedni przycisk przyłożyłam do ucha.
- Słucham.- mówiąc to starałam się, by mój głos brzmiał możliwie jak najmniej sennie.
- Witaj, śpiąca królewno. – po tej odpowiedzi wywnioskowałam, iż jednak poniosłam klęskę.
- Wcale nie spałam. – zaprzeczyłam jednak szybko jego zarzutom, co wyśmiał drwiąco.
- Nie kłam, jeśli nie daje ci to konkretnych korzyści. W tym przypadku nie daje, prawda? – zrobiłam skwaśniałą minę, w duchu przyznając mu jednak rację. – Skoro jesteś zmęczona, to może jednak dam ci na dziś spokój.
- Nieee. – jęknęłam przeciągle. – Nie jestem zmęczona, nie mam czym być. I wcale nie spałam! Zdrzemnęłam się, czekając na twoją odpowiedź. – odpowiedziałam nadal mając minę przypominającą naburmuszone dziecko. Nie spałam, ok?
- I oto ona. – dodał niesamowicie wesoło, zbyt chłopięco jak na ton jego głosu. – Chwila. Czekałaś? – zapytał zadziornie. Rękę dam sobie uciąć, że jego głowę w tym momencie zaprzątały różnorakie, nieodpowiednie myśli.
- Och, nie schlebiaj tak sobie. – przewróciłam oczami, śmiejąc się jednak w duchu. – Czekałam tylko z grzeczności.
- Zagrajmy w grę! – wykrzyknął entuzjastycznie Nick po kilkunastu minutach rozmowy o niczym.
- W grę? – zapytałam niepewnie, marszcząc brwi. – Jak w tym horrorze?
- Nie, głuptasie. – wyśmiał mnie kompletnie. – Miałem na myśli coś w stylu…- ciekawiło mnie, co wymyślił. Nie znałam ŻADNEJ gry, w którą można grać poprzez rozmowę telefoniczną. Najwyraźniej pod tym względem jestem uboższa niż on. Kto by się temu dziwił, niewiele do tej pory rozmawiałam z ludźmi, nie tylko w ten sposób. – Godziny szczerości? – w końcu zakończył niepewnie.
- Godzina szczerości? Na czym miałoby to polegać? – nie byłam nastawiona do jego pomysłu zbyt entuzjastycznie i nawet nie starałam się tego ukrywać. – Przecież zawsze jesteśmy szczerzy. To znaczy ja jestem.
- Och, ja też, ale chodzi raczej o zadawanie sobie pytań, na które druga osoba musi odpowiedzieć szczerze. Niezależnie od tego jak bardzo niewygodne jest to pytanie. – dodał szybko dla ścisłości.
- Jak chcesz, chyba nie mam nic do ukrycia. – zagłębiłam się na moment we własnym umyśle w poszukiwaniu owych tajemnic. Jeśli są, to tylko takie, o które nie zapyta. – Zaczynaj. – powiedziałam śmielej, mając pewność, że jestem bezpieczna.
- Ja? Och… Co by tu na rozgrzewkę.- zamyślił się na moment. – Czy ty już kiedyś…. Um, no wiesz… Czy jesteś dziewicą?- zmieszaliśmy się oboje, gdy tylko te słowa padły.
- Jeśli to mają być tego typu pytania, to ja podziękuję, Nick. – westchnęłam po chwili ciszy. – Ale tak, jestem dziewicą. Wątpię, by ktokolwiek kiedykolwiek zechciał zmniejszyć odległość dzielącą go ode mnie na mniejszą niż metr, to wiele tłumaczy.- odpowiedziałam głosem pozbawionym wszelakich uczuć.
- Och, Jane. Dobrze wiesz, że to nie prawda. Otaczają się jacyś debile. Naprawdę co dzień im się dziwię, słońce. – westchnął, jakby miał wyrzuty sumienia, że jego pytanie poruszyło w mojej ruszy właśnie tą strunę.
- Może i tak, ale z dnia na dzień zaczynam w to wątpić, wiesz? Ta cała samotność w tłumie zaczyna mi tak cholernie ciążyć. – musnęłam rękawem policzek, po którym spływała samotna łza. Samotna jak ja, z tą różnicą, że ja mam chociaż Nicka, głos dobiegający zza słuchawki… - No dobrze, teraz moja kolej. Hm – zastanowiłam się głośno. – Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś? – chciałam wiedzieć o nim coś złego, usłyszeć coś, co przyćmi wszystkie znane mi pozytywy jego osoby.
- Ja? Ależ gdzież bym śmiał zrobić coś złego, no coś ty, Jane, przecież mnie znasz! – zdumienie przebijało się przez jego głos. Udawane zdumienie. – Ok, zabiłem człowieka. Raz.
- CO? – pisnęłam zasłaniając sobie usta dłonią. – NICK!
- Żartuję! – idę o zakład, że gdziekolwiek się teraz znajduje, zwija się ze śmiechu. – Może kiedyś pobiłem kilka osób mocniej  lub słabiej, ale aż tak to się nie skończyło. I pewnie kilka osób straciło przeze mnie pracę, ale no cóż... Nie bez powodu, tak to sobie tłumaczę. Po prostu miałem odwagę wyjawić brzydką prawdę.
- To wszystko? – zapytałam podejrzliwie.
- Zrobiłem sobie kilka tatuaży mimo zakazu mamy, też się liczy? – zaśmiał się wesoło, jak gdyby powiedział jakiś wspaniały dowcip.
- Masz tatuaże?! – w tej chwili moje usta swoim kształtem zapewne przypominały literę „O”, po czym przekształciły się w szeroki uśmiech.
- I to całkiem sporo, ale… Hej, teraz moja kolej! Za karę zadaję dwa pytania! Nie wymigasz mi się. – ułożyłam się nieco wygodniej na łóżku, czekając aż z jego ust padną nurtujące go zagadnienia.
- Czy kiedykolwiek miałaś wszystkiego ekstremalnie dość? Tak… ponad twoje siły?- jego głos znów stał się męski i poważny.
- Kiedykolwiek? Ha ha ha. - wyśmiałam go drwiąco. Od prawie roku codziennie. Nie pamiętam już jakie to uczucie „nie mieć dość”.
- Och, chyba mnie nie zrozumiałaś. – zamyślił się ponownie. – Dążę do pytania o - urwał na moment, ze świstem nabierając do płuc powietrze. – O to, czy próbowałaś coś sobie zrobić. – wiedziałam jakie „coś” ma na myśli, nie musiał nawet podkreślać go w charakterystyczny dla siebie sposób.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytałam ściszając głos.
- Mhm. – mruknął tak cicho, że ledwie to usłyszałam.
- Tak Nick. Próbowałam sobie coś zrobić. Nie raz. Nie dwa. I uwierz, to, że nie przyniosły mi te próby zamierzonego celu uważam za jedną ze swoich największych porażek. – westchnęłam cicho.
Po tym wyznaniu rozmowa nie kleiła się już nam jak wcześniej. Och, pytałam, czy na pewno chce wiedzieć, więc nikt za owy oziębiony klimat nie może winić mnie. Z drugiej strony jego także nie, bo przecież nic nie zrobił. Więc kto jest winny? A może wina leży po środku? Tak, chyba właśnie to jest jej położenie.
Nie ukrywam, że po wciśnięciu czerwonej słuchawki płakałam. Sama nie wiem czemu, czyżby ta rozmowa przyniosła tak wiele nowych uczuć? Nie, raczej rozdrapała stare rany, które bolą jeszcze bardziej teraz, niż na początku. Tak chyba nie powinno być, prawda? Cholera, a jednak jest.
Próbując zatrzymać spazmatyczny płacz targający moim ciałem, wstałam i wyszłam do łazienki, by wziąć długi, gorący prysznic, jednak przechodząc koło półki niechcący udało mi się zrzucić z niej torbę. Kilka książek i pierdół rozsypało się po podłodze. W śród nich, niewyraźnym wzrokiem dostrzegłam Stilnex. Tak, te same leki, które zniknęły mojej mamie. Naiwna uwierzyła, że te dwa opakowania wcale nie obiły mi się o oczy. Prawda była taka, że już od kilku tygodni spoczywały sobie wygodnie w mojej torbie i czekały na idealną okazję. I oto dziś nadeszła, chwalmy Pana za to wyczucie czasu! Schyliłam się i zgarnęłam z podłogi oba opakowania, książki przesuwając kopnięciem w najbliższy kąt. W łazience spojrzałam z obrzydzeniem na własne odbicie malujące się na szklanej powłoce, po czym nadal spoglądając sobie samej w oczy, wysypałam na dłoń sporą część opakowania. Wpakowałam je do ust i popiłam wodą z kranu. Gorzki smak wypełnił moją jamę ustną. Okropne, ale cel uświęca środki. Kolejna porcja, kolejny łyk szlachetnej cieczy. I powtórka. Po pewnym czasie nie byłam już pewna, czy płyn błyszczący się na mojej twarzy to woda, czy słone łzy. I szczerze, nie chciałam wiedzieć. Nie chciałam wiedzieć nic. Zdejmując z siebie w niechlujny sposób ubrania, weszłam do kabiny prysznicowej i po zamknięciu jej drzwi odkręciłam kurki wodą. Z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała stałam tak jak zahipnotyzowana. Głowa prze chwilą pękająca w szwach teraz nie była zaprzątana przez ani jedną myśl. Pustka. Nicość. Coś, czego pragnęłam już długi czas.
Gdy po raz pierwszy zakręciło mi się w głowie, mozolnie uporałam się z ubraniem się i związaniem luźno mokrych włosów. Do swojego pokoju dotarłam podpierając się ścian. Gdy tylko już tam trafiłam, resztkami sił rzuciłam się na łóżko. Telefon, który na nim zostawiłam odbił się nieco i uniósł w powietrzu, po czym ponownie opadł na materac. Niewiele myśląc chwyciłam go, by sprawdzić godzinę.
- Ooo, wiadomość. – szepnęłam sama do siebie słodziutkim głosikiem.

Bardzo śmieszne Nick. Oboje wiemy, że nie jestem i wiesz co, mój drogi? Wcale nie chcę być. Już nie.
_______
Stilnex- lek stosowany przy bezsenności.