sobota, 15 lutego 2014

Część 8

Według sondy po prawej stronie "Logout" czyta ok. 70-80 osób, a komentarzy jest tak mało, że naprawdę jest mi przykro. 
Jesteśmy już blisko poznania prawdy o Harrym z tego opowiadania. Nie jego tożsamości, ale prawdy o nim jako o człowieku... 

-Cześć Nick. - powitałam go nieco zachrypniętym głosem. - A może Harry? - uniosłam do góry jedną brew, żałując, że on nie może tego zobaczyć. Może dzięki temu dowiem się o nim czegoś więcej? Jakby nie patrzeć, wciąż pozostawał dla mnie tajemnicą. Pytanie tylko, czy chcę wiedzieć jaka prawda się za nią kryje? Zaryzykuję.
- Jak to "Harry"? - zapytał nerwowym głosem. Zbyt nerwowym. - Dlaczego miałbym się tak nazywać? - tym razem wydawało mi się, że kontroluje głos i emocje w nim zawarte. Czyżbym serio trafiła w jakieś małe kłamstewko? Jeśli tak, to czy były jeszcze inne? Ile? Te pytania krążyły po mojej głowie, pozostawiając po sobie wrażenie dudnienia w uszach.
- Słyszałam kiedyś, gdy rozmawialiśmy, że ktoś się tak do ciebie zwrócił. Jestem pewna, że to było do ciebie. Poza tym od razu się rozłączyłeś, jakbyś nie chciał, żebym to usłyszała. -
- Och, to nie tak... - westchnął ciężko. - Nie mam przed tobą tajemnic, naprawdę. Po prostu to był mój brat i on lubi czasem palnąć jakieś głupstwo. Nie chciałem, żebyś coś sobie pomyślała. A Harry to... To moje drugie imię. Właściwie miałem nazywać się Harry Nick, ale komuś się pomieszało i wyszło na odwrót. Wiele osób zwraca się do mnie drugim imieniem. Nie myślałem, że to na tyle ważne, by o tym wspominać, ale żałuję, że wcześniej tego nie zrobiłem. Przynajmniej nie byłoby całej tej sytuacji. Przepraszam Jane.
- Nie przepraszaj, po prostu zawsze bądź ze mną szczery, ok? Nie zniosłabym kłamstwa. - uśmiechnęłam się delikatnie, czując ulgę jaką przyniosła prawda.
- Oczywiście, Jane. Oczywiście. - wyszeptał niepewnie. Czyżby jego też to przytłoczyło. - A teraz powiedz mi, dlaczego nie odbierałaś?
- Powiedz my że nie byłam w stanie. - przygryzłam wargę, zastanawiając się nad doborem słów.
- Jak to? - idę o zakład, że w tym momencie na jego czole pojawiła się jedna wielka zmarszczka. A może nie? Nie mogę przecież być pewna takich rzeczy.
- Jestem w szpitalu Nick. - modliłam się w duchu, żeby jednak nie usłyszał moich słów. Nie chciałam o tym mówić, a przecież nie będę kłamać. Nie w jego przypadku.
- Mój Boże, Jane, co się stało? W jakim jesteś szpitalu, w jakim mieście?! Jeśli chcesz, to ja mogę przylecieć. Wiem, że to chwilę potrwa, ale będę mógł być przy tobie.
- Nie Nick, przestań. Nawet o tym nie myśl. Nic się nie stało. To znaczy... Nie stało się samo. To ja... Ja to zrobiłam... No wiesz. - jęknęłam, wycierając wolną dłonią łzy spływające już po moich policzkach.
- W jakim jesteś szpitalu? - zapytał po chwili ponownie.
- Ale obiecaj, że nie przyjedziesz. Nie chcę i nie mogę narażać cię na takie koszty.
- Nie mogę, Jane. Nie mogłem być przy tobie wtedy, więc chcę być chociaż teraz. Pozwól mi...
- Nie mogę. Obiecaj mi, że nie przyjedziesz.
- Obiecuję, ale powiedz w której placówce jesteś.
- Szpital Taranaki w New Plymouth*, zadowolony? - westchnęłam bezradnie.
-  Bardzo. - jego głos brzmiał chyba nawet wesoło. - A teraz idź, odpoczywaj. W Nowej Zelandii jest chyba środek nocy, prawda? Hm, nigdy nie byłem dobry z geografii.
-Tak, tak, jest noc. - zaśmiałam się cicho. - Ale nie jestem zmęczona. Trochę słaba i obolała, ale nie zmęczona. Obudziłam się jakąś godzinę temu.
- Nie ważne. Myślę, że potrzebujesz teraz więcej snu niż zazwyczaj.
- Niech ci będzie. - ręką zakryłam usta, chcąc powstrzymać ziewnięcie. - Dobranoc Nick.
- Dobranoc śpiąca królewno. - zaśmiał się, najwyraźniej słysząc jak ziewam. - Zadzwonię jutro. -słysząc te słowa rozłączyłam się. Na moich ustach mimowolnie malował się całkiem szeroki uśmiech, co było czymś...nowym.
Wyłączając telefon, niechętnie skierowałam się z powrotem do swojej sali. Szarość szpitalnego korytarza wcale niebyła w stanie stłumić mojej nieoczekiwanej radości, co z jednej strony cieszyło mnie jeszcze bardziej, z drugiej zaś nieco niepokoiło. Czyżby coś się zmieniło? Owszem, upewniłam się, że Nick jest w stosunku do mnie szczery, ale chyba nigdy nie będę mogła mieć stuprocentowej pewności. Cóż, na chwilę obecną musi mi wystarczyć jego słowo. Oby mnie nie zawiódł.
Z głową przepełnioną takimi myślami położyłam się ponownie na niewygodnym łóżku i przykryłam cienką kołdrą. Wbrew pozorom musiałam być mocno zmęczona, ponieważ zasypianie nie zajęło mi nawet dziesięciu minut.

Po wypisaniu ze szpitala uparłam się, że do domu dotrzeć chcę pieszo, a nie wraz z rodzicami, samochodem. Lubiłam spacery po mieście, nawet gdy temperatura była dość niska, nawet jak na zimowe, czerwcowe przedpołudnie. Przyciskając do piersi całkiem spory bukiet białych róż, wśród których kontrastowała jedna czerwona, nieco większa od pozostałych, po raz kolejny zaciągnęłam się ich zapachem, uważając przy tym, by nie zderzyć się z innymi przechodniami. Na przejściu dla pieszych pomyślałam, że zaraz po powrocie do domu powinnam zadzwonić do Nicka i podziękować mu za ten piękny prezent. Choć róże nie były moimi ulubionymi roślinami i uważałam je za nieco zbyt przereklamowane, to nikt nigdy nie podarował mi kwiatów i byłabym równie uradowana, gdybym dostała wiązankę polnych mleczy.
Zaśmiałam się w duchu, mając przed oczami reakcję rodziców na wieść, że w szpitalu pojawił się kurier z przesyłką dla ich córki. O ile to wywołało u nich zdziwienie, fakt, że ową przesyłką jest bukiet kwiatów i to nie byle jakich, wprawił ich w osłupienie. Sama początkowo zaniemówiłam, jednak po chwili zastanowienia zdałam sobie sprawę, że tylko jedna osoba mogła to zrobić. Na pytania rodziców odpowiedziałam kłamliwie, że nie mam pojęcia nim mógłby być nadawca, zasugerowałam jednak, że może to jakaś koleżanka ze szkoły i na szczęście uwierzyli. Chichocząc pod nosem przyśpieszyłam nieco kroku. Byłam już na swojej ulicy i z daleka widziałam okna salonu, w którym, jak wywnioskowałam po cieniach przecinających je raz po raz, krążyła minimum jedna osoba. No tak, rodzice zdążyli już dawno dotrzeć na miejsce. Coś zmieniło się w ich zachowaniu w stosunki do mnie i było dość irytujące.
Nie grzebiąc głębiej w swojej podstępnej psychice po chichu wślizgnęłam się do domu i krzycząc tylko w progu skromne powitanie, przemknęłam do swojej sypialni. Tam, siadając na moim wspaniałym, wygodnym łóżku, za którym tęskniłam w szpitalu, wyjęłam z kieszeni telefon i nie czekając ani chwili dłużej, zadzwoniłam do Nicka. Jeden sygnał.... Drugi... Trzeci... Już miałam wcisnąć czerwoną słuchawkę, gdy po drugiej stronie odezwał się cichy, zachrypnięty głos. Dziwne.
- Dzień dobry panie Greena! - powiedziałam radośnie. - Dziękuję bardzo za kwiaty. Nie musiałeś, ale są piękne... - westchnęłam ponownie, nadal czując w nozdrzach ich zapach, chociaż zostawiłam je na drugim końcu pokoju.
- Cieszę się, że ci się podobają. - odpowiedział smutno, nadal przybitym tonem.
- Hej, co się dzieje? - teraz byłam już zaniepokojona i to nie na żarty.
- Nic. Wszystko... Sam nie wiem, ale nie martw się. Nie teraz, po tym wszystkim.
- Nie Nick. Przyjaźnimy się i przejdziemy przez to razem, rozumiesz? Zaufaj mi, tak jak ja zaufałam tobie. Co się dzieje? - zapytałam ponownie, głosem nieznoszącym sprzeciwu, równocześnie jednak ostrożnym i czułym.
- Nie dam tak dłużej rady, Jane. Już nie. - głos załamał mu się, gdy wypowiadał drugie zdanie, po czym słyszałam jak odkłada gdzieś telefon, nie rozłączając się. Nie mogłam znieść tego, że Nick, mój wspaniały, zawsze wesoły i potrafiący wyjść z każdej sytuacji Nick płacze. Wewnętrznie czułam jeszcze większy ból, niż gdy inni, gdy całe moje otoczenie wyrządzało krzywkę mnie. W tej chwili przyjęłabym na siebie wszystkie zgryzoty, na jakie tylko było stać moich rówieśników, w zamian za uśmierzenie bólu chłopaka, który w ostatnim czasie stał się dla mnie całym światem.
________________
 *Taranaki Base Hospital in New Plymouth. - nazwa autentyczna, naszukałam się trochę, ale nie do końca jestem pewna, jak to przełożyć na język polski.  :)

26 komentarzy:

  1. Wooow! Może wkońcu się dowie prawdy

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przejmuj się brakiem komentarzy. Ja mam około stu pięćdziesięciu czytelników, a komentarze nie dobijają czasami do 20. Musisz pamiętać, że piszesz dla siebie.
    Co do rozdziału... Jest po prostu genialny, ale już myślałam, że ona dowie się chociaż jak on ma naprawdę na imię. Lub, że przyjedzie mimo obietnicy, ale nie... Wiem, że jeszcze jest trasa koncertowa i zapewne będzie w NZ, ale czy uda im się spotkać? To pozostanie tajemnicą... Do czasu! Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się szybciej, bo czekam na niego z niecierpliwością!
    Mogę mieć prośbę? Powiększyłabyś ciut czcionkę? Oczy mi przy tym trochę wysiadają... Może to przez okulary, ale nie mogę ich zdjąć, bo literki są tak małe, że nie widzę ich z tej półmetrowej odległości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czcionka powiększona. Mam nadzieję, że teraz jest choć odrobinę lepiej :) x

      Usuń
  3. RoZdział świetnie napisany! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział świetny.Ciekawe kiedy sie dowie ze on to Harry Styles ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. kurczę, wiem, że on chce być lubianym za to jaki jest, a nie za to kim jest, ale chyba poznał Jane już wystarczająco, żeby powiedzieć kim naprawdę jest. Nie wiem... Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością, cudowny blog!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mogłam doczekać się rozdziału. I jest! Jest wspaniały. I czekam z niecierpliwością na nn. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zalamany harry/nick ciekawe o co chodzi .

    OdpowiedzUsuń
  8. Zabiłaś mnie tym, jak zwykle. Jesteś moją mistrzynią. Czytając kolejne rozdziały jestem coraz bardziej zaniepokojona tym jaką tajemnicę (jako człowiek) skrywa Harry. Czuję, że jest to coś bardzo złego. Liczę na to, że już wkrótce Jane pozna jego prawdziwe imię no i liczę też, że rozdziały będą się pojawiały coraz częściej :) Nie przejmuj się liczbą komentarzy ponieważ jakieś 80% czytelników, nie chce komentować bo im się nie chce. Tak jest zawsze. Życzę weny i wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  9. boszz...zakochałam się w ty opowiadaniu..nie przejmuj się małą liczbą komentarzy i pisz dalej..błagam Cię !

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow. Twój styl pisania jest dla mnie czymś magicznym. Bardzo podoba mi się twoje słownictwo i styl, ale przede wszystkim kocham cię za niesamowite pomysły. Rozdział jest raczej smutny co tylko potęguje odczuwanie emocji bohaterów. Tak jak już ci mówiłam, kiedy rozmawiałyśmy na gg, temat bloga, jest, przynajmniej dla mnie przemierzającej przestworza internetowych blogów z opowiadaniami nie tylko o 1D, całkiem oryginalny. Zastanawiam się w jaki sposób na to wpadłaś? Co do akcji w opowiadaniu, miałam nadzieję, że to już w tym rozdziale Jane dowie się prawdy o Harrym, ale kiedy ten moment minął, zaczęłam zastanawiać się, co jest nie tak z Harrym, jakie tajemnice, oprócz oczywiście swojej tożsamości skrywa ten chłopak i jaki będzie stosunek innych chłopaków z zespołu do, poznanej przez internet, jego koleżanki. Co do wyglądu bloga, to jest on, moim zdaniem, zarąbisty. Niech mała liczba komentarzy cie nie odstrasza, tylko motywuje do działania, żeby tym, którym nie chce się komentować, któregoś pięknego razu opadły kopary. :) Wiem że to nie jest łatwe napisać dobry rozdział w parę dni, czy godzin, ale mam nadzieję, że rozdziały na twoim blogu będą pojawiały się częściej. Życzę weny, wytrwałości i chęci, bo to jest chyba najważniejsze i z niecierpliwością oczekuję na następną notkę.
    ~xoxoxoxo~

    OdpowiedzUsuń
  11. Drobną nadzieję na to, że Jane dowie się kim jest jej tajemniczy przyjaciel miałam, ale i tak zadowoliłam się tym, że mu ufa i wierzy w to co mówi. Łudziłam się również, że pomimo obietnicy przyjedzie do szpitala i wesprze Jane, ale kwiaty też są fajne.
    Chciałabym się już dowiedzieć jaki sekret skrywa Nick, oczywiście poza byciem w najsławniejszym zespole, oraz nie mogę się doczekać jakiegoś spotkania czy coś. Ciekawostką dla mnie jest dlaczego ona nie rozpoznaje jego głosu, bo wątpię aby nie wiedziała o istnieniu takiego zespołu jak One Direction.
    Nie przejmuj się małą ilością komentarzy, jeszcze wiele ludzi przekona się o Twoim cudownym talencie i z czasem będzie coraz więcej napływać czytelników, a razem z nimi komentarzy :)
    Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozdział świetny.Szkoda że rzadko dodajesz ale ja to rozumiem ciagle szkola ;/
    Obiecuje juz komentowac kazdy next rozdzial ; )

    OdpowiedzUsuń
  14. genialny rozdział uikjnrfbdui czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zarabisty blog, taking po prostu jgsbdisnajisvsixndushsv. Czekam na nexa szybko I zapraszam do siebie
    ride-fast-love-slowly.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten blog jest taki cudowny! Przepraszam ze nie dodaje komentarzy ale zepsul mi sie komputer i moge jedynie z telefonu czytac co jest troche niewygodne. Od razu gdy naprawie komputer napisze ci taki komentarz ze az rzesy zwiedna. Co do rozdzialu - cudo!!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Prosze cie dodaj kolejny rozdzial opowiadanie super nue wytrzymam może w końcu sie dowiemy o co chodzi

    OdpowiedzUsuń
  18. Super rozdział czekam na next już nie mogę się doczekać. O co tu właściwie chodzi ♡

    OdpowiedzUsuń
  19. Jezu kocham to!!!!!!!!!!!!!! Nie moge sie doczekac nexta!!!!! Nie rozumiem dlaczego masz tak malo komentarzy - jestes swietna pisarka!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, nie wierzę, że ktoś nazwał mnie "pisarką" XD

      Usuń
  20. kocham to opowiadanie na prawde czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  21. Swietnie wczoraj zaczęłam

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspaniałe, wczoraj zaczęłam czytać i czekam na spotkanie Harrego i Jane :))) proszę pisz do mnie na tt jak będzie kolejny rozdział @live_my_life_x

    OdpowiedzUsuń
  23. Kocham, kocham, kocham <3
    Niedawno zaczęłam czytać, mogłabys mnie informować o nowych rozdziałach?
    @Kwiatkowska04

    OdpowiedzUsuń