czwartek, 27 lutego 2014

Część 9

Dziękuję za 20K wejść. Nie mam pojęcia, jak tego dokonaliście? 
Były komentarze, jest więc i następna część. Może być dla Was nieco szokująca, przygotowałam się na to. 
W każdym razie proszę, nie znienawidźcie mnie za to, co zrobiłam z Harrym. I pamiętajcie o komentarzach! :) x
________________

- Nie dam tak dłużej rady, Jane. Już nie. - głos załamał mu się, gdy wypowiadał drugie zdanie, po czym słyszałam jak odkłada gdzieś telefon, nie rozłączając się. Nie mogłam znieść tego, że Nick, mój wspaniały, zawsze wesoły i potrafiący wyjść z każdej sytuacji Nick płacze. Wewnętrznie czułam jeszcze większy ból, niż gdy inni, gdy całe moje otoczenie wyrządzało krzywkę mnie. W tej chwili przyjęłabym na siebie wszystkie zgryzoty, na jakie tylko było stać moich rówieśników, w zamian za uśmierzenie bólu chłopaka, który w ostatnim czasie stał się dla mnie całym światem.
- Nick proszę, nie załamuj się. Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, z twojej na pewno też. Może... Może uda nam się wspólnie coś zrobić. - zaczęłam nerwowo przygryzać wargę, zastanawiając się, co tak naprawdę mogło doprowadzić mojego przyjaciela do owego stanu. - Jeśli mi pozwolisz, zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby było lepiej. Zrobię wszystko, bo cholernie mi na tobie zależy. - w głębi duszy czułam, że nie były to tylko puste słowa, kierowane do osoby stojącej na skraju przepaści, lecz szczera, choć głęboko skrywana przeze mnie prawda. Co gorsza w głębi siebie czułam do chłopaka nie tylko przyjacielskie uczucie, lecz coś więcej. Na myśl o tym, że wpadłam po uszy, zacisnęłam dłoń w pięść, na tyle mocno, że nieco zbyt długie paznokcie wbiły się w wewnętrzną część ręki. Jak mogłam być na tyle głupia?!
Przymknęłam na moment oczy, chcąc pozbyć się nieadekwatnych do sytuacji myśli i skupiłam się na szmerze, który słychać było w słuchawce.
- Jane, powinnaś się rozłączyć. - wychrypiał cicho, jak gdyby nie chcąc zostać zdemaskowanym na okazywaniu uczuć. - Powinnaś mnie zostawić, dać sobie spokój. Zniszczę i siebie, i ciebie. Proszę cię... - załkał.
- Nick, skarbie. Nie zostawię cię. Cokolwiek by się nie działo, jesteśmy w tym razem, ty i ja. - starałam się zachować pewny siebie ton głosu, choć moje oczy błyszczały już od łez niczym gwiazdy na niebie. - Jeśli chciałeś się mnie pozbyć, to chyba już za późno. - próbowałam rozładować napięcie tym stwierdzeniem i słysząc w odpowiedzi rozczulony głos chłopaka uznałam, że po części mi się udało.
- Och nie, słoneczko. - pociągnął głośno nosem. - To ty powinnaś chcieć się mnie pozbyć. Ja nie byłbym w stanie. Jesteś zbyt dobra dla mnie, zbyt kochana.
- Jeśli jestem kochana tylko dla kochanych ludzi. - uśmiechnęłam się, myśląc o tym, jak mnie określił. - To powiesz mi, co się dzieje? Na prawdę chcę Ci pomóc i zrobię co w mojej mocy, by wszystko się udało.
- Ja... Ja nie wiem. Kurwa. Nie wiem, co mam powiedzieć. -głos łamał mu się od szlochu kryjącego się w gardle.
- Po prostu opowiedz mi, co się stało. Co cię gnębi, dlaczego...
- Dobrze. - przerwał mi. - Ale czy mogłabyś... czy mógłbym cię widzieć? - wyszeptał błagalnie. - Powoli tracę zdrowy rozsądek, zaczynam myśleć, że jesteś nierealna, że sobie ciebie wymyśliłem i... chciałbym wiedzieć, że mówię do ciebie, do mojej Jane, a nie tylko do jakiegoś głupiego urządzenia. Jesteś jedyną dobrą rzeczą, która mnie ostatnio spotkała. Nie przeżyłbym, gdyby się okazało, że coś... że ty to nie ty. Proszę... - wydawało mi się, że w jego głosie słyszę prośbę nie o to, by dać mu możliwość zobaczenia mnie, lecz raczej o to, bym nigdy go nie okłamywała, zawsze była z nim szczera i... prawdziwa.
- Oczywiście Nick. - denerwowałam się, ale cóż  mogłam zrobić? Potrzebował mnie teraz, takiej jaka jestem i właśnie w takiej formie miałam zamiar mu się ofiarować. - Tylko włączę komputer i wejdę na skype, poczekaj momencik. - wstałam z łóżka i niemal potykając się o śpiącą na podłodze Lunę ruszyłam przed siebie. Na szczęście ciche przekleństwo i wzmożony tupot stup wokół jej ciała nie wyrwał jej z błogiego stanu.
- Co się dzieje? - wychrypiał Nick, słysząc jakiś harmider.
- Nic, nic Po prostu mój pies postanowił zdrzemnąć się na środku podłogi w moim pokoju i prawie na niego wpadłam.
- Uważaj na siebie. - uśmiechnęłam się, słysząc nutę rozbawienia w tych słowach.
- Zawsze. - zwinnym, jak na mnie, ruchem wpełzłam całym ciałem na fotel stojący przy biurku i nadal ze słuchawką przy uchu czekałam aż cały mój sprzęt zostanie w pełni uruchomiony. Potem szybkie logowanie i...
- Nick, już jestem. Możesz dzwonić. - przeczesałam dłonią niesforną grzywkę. Zdawałam sobie sprawę z tego, jak okropnie wyglądam. Włosy puszystymi falami spadały na ramiona, by na końcu skręcić się w grube strąki, resztki makijażu rozmazane na twarzy, blada skóra... Czegóż mogłam się spodziewać po własnym ciele w dniu, w którym wyszłam ze szpitala. Niestety spodziewałam się więcej po nim w dniu, w którym Nick miałby zobaczyć mnie po raz pierwszy. Nerwowym kliknięciem myszy odebrałam połączenie.
Widząc na ekranie własną twarz wzdrygnęłam się. Naprawdę było aż tak źle?
- Och Jane... Jesteś jeszcze piękniejsza, niż w mojej wyobraźni. - uśmiechnęłam się drwiąco słysząc te słowa, przywołałam się jednak szybko do porządku, zwróciwszy uwagę na jego obecny stan psychiczny. Po prostu potrzebował czyjejś obecności, pomocy i plótł dziwne rzeczy.
- Cześć Nick. - pomachałam dłonią przed kamerą, odkładając wcześniej telefon na biurko. - Wolałabym wyglądać inaczej w chwili, gdy mnie poznasz, ale może to i lepiej, że widzisz mnie taką. - smutny grymas zawitał na mojej twarzy.
- Jesteś wspaniała. Idealna. - westchnął przeciągle, po czym wziął głęboki wdech. - Powiedz, że jesteś moja. Prosze, powiedz to... - Boże, jak bardzo ten człowiek potrzebował bliskości innego człowieka. Jak bardzo musiał zostać skrzywdzony i odseparowany od innych ludzi, że ta potrzeba doprowadziła go do tego stanu?
- To oczywiste, że jestem. Słyszysz? Jestem twoja, Nick. Zawsze. - kolejne "puste słowa", które tak naprawdę dla mnie samej miały olbrzymie znaczenie.
- Przepraszam, że nie mogę ci się pokazać... Na prawdę nie mogę. Nie w takim stanie... Wybacz mi, Jane.- zaszlochał żałośnie, niczym mały chłopiec.
- Dobrze wiesz, że nie musisz tego robić. Poprosiłeś mnie o to i się zgodziłam, ale to nie znaczy, że licze na rewanż. Wiem, że zrobisz to, kiedy będziesz gotowy. Nie mam zamiaru cię pośpieszać ani nic z tych rzeczy. Poza ty twój wygląd nie ma dla mnie znaczenia. Jesteś wspaniałym człowiekiem o dobrym sercu i to się liczy. - uśmiechnęłam się, z przenikliwością patrząc w kamerę, tak, jak chciałabym spojrzeć w jego oczy.
- Nie zasłużyłem na ciebie... - jęknął ochryple. - Dziękuję że jesteś ze mną. Teraz, kiedy nie ma już nikogo. Kiedy siedzę jak ostatnia ciota w kącie i ryczę, bo nie radzę sobie z niczym. Dziękuję. - pociągnął donośnie nosem, przesuwając ze zgrzytem coś w swoim otoczeniu. - Moje życie to jakaś chora manipulacja. Nie mam nad niczym kontroli. Każdy chce decydować za mnie, co jest dla mnie dobre, a tak naprawdę oni wszyscy chuj wiedzą. A cala reszta, która wie o mnie jeszcze mniej, stawia mnie na piedestale, uważając za kogoś kim nie jestem, przypisując cudze zasługi i chore wymagania. - chrypiał przez łzy, wylewając z siebie coraz więcej żali. - Dlaczego nie mogę być normalny? Mieć normalnego życia, znajomych, rodziny... Nigdy się z tym nie pogodzę. Zrobili z mojego ciała marionetkę, towar na sprzedaż i pożywkę dla mediów. Boże, czym sobie na to zasłużyłem? Co tak złego zrobiłem, że spotyka mnie taka kara. Wiesz jak to jest, Jane? Jak to jest, gdy nie możesz wyjść spokojnie z domu. Nie możesz uśmiechnąć się do byle kogo, nie możesz oddychać bez pozwolenia.... Oni chcą przejąć całkowitą kontrolę nade mną i nie mogę nic z tym zrobić. Albo się zgodzę, albo mnie zniszczą...
- Nick, o czym ty mówisz? Przecież to... to powinno być niezgodne z prawem. Jak... do tego doszło? Umknął mi chyba jakiś spory fragment całości. - przerwałam mu na moment, nie do końca orientując się w znaczeniu jego słów, ale jednego byłam pewna: Nick Greena nie jest osobą, za którą się podawał.
- Najbardziej nienawidzę tego, co stało się ze mną. - nie zważając na moje pytania kontynuował, jak w transie wyrzucając z siebie cały ból, złość, gorycz... - Poddałem się. Już dawno temu. - przerwał na moment, targany zbyt wielkimi emocjami. - Ja... Jezu, ja próbowałem ze sobą skończyć. Nie raz, nie dwa... - zamknęłam oczy, pozwalając łzom ściekać po moich policzkach. - Jedynym sposobem, by oderwać się choć na moment od bólu duszy, jest dla mnie ból ciała... Przez kilka pierwszych miesięcy się ciąłem, ale... Oni. Oni się dowiedzieli. Powiedzieli, że jeśli nie przestanę, zniszczą mnie. Co mogłem zrobić? Gdybym przestał, zniszczyłbym sam siebie, co byłoby jeszcze gorsze. Co mogłem zrobić? - powtórzył pytanie, przez co odpowiedziałam mu szeptem.
- Zgłosić się po pomoc, do kogokolwiek, gdziekolwiek... - brzmiało to bardziej jak cichy jęk.
- Robiłem to. Wielokrotnie, ale nikt nie chciał słuchać. Moja własna matka uznała, że dramatyzuję. MOJA WŁASNA MATKA DO CHOLERY JASNEJ! Wtedy się poddałem. Uznałem, że lepiej udawać, że jest dobrze, niż zadręczać kogokolwiek własnymi problemami. Na początku było strasznie, ale teraz... teraz umiem już nie okazywać prawdziwych uczuć i grać przed publiką. Ale jak miałem poradzić sobie z bólem? Nadal radzę sobie w ten sam sposób, zadając sobie inny ból, ale w taki sposób, by nikt się nie zorientował.
- Jak to? - szepnęłam, mając w głowie miliony czarnych scenariuszy.
- Mówiłem ci kiedyś o swoich tatuażach, prawda? Każdy z nich ma jakieś znaczenie, wielką wartość, ale wszystkie powstały po to, by sprawić ból, a każdy symbol przypomina mi, co doprowadziło mnie ponownie do takiego stanu. Chyba rok temu...-zamyślił się na moment. - Tak, rok temu myślałem że to już koniec. Że nic nie jest w stanie mnie złamać. Że więcej tego nie zrobię, ale...
- Czy zawsze jest jakieś ale? - wyszeptałam zza dłoni zasłaniającej usta.
- Nie pytaj mnie, Jane. Pytaj tych, którzy mnie do tego doprowadzili. Ostatni raz ból zadałem sobie, chcąc podsumować wszystkie te okropne sprawy. Spójrz. - ekran przed moimi oczami rozbłysnął i znów miałam przed oczami to ramię, które widziałam wtedy, na początku. Jak dobrze znałam tą część ciała, jak wiele razy nawiedzała mnie w snach...? Tym razem była pokryta większą ilością czarnych plam. Mniejszych, większych, o różnych kształtach. Po kilku sekundach obraz przesunął się na klatkę piersiową, chłopak uniósł się nieco na krześle i podciągnął białą koszulkę do góry. Moim oczom ukazał się wielki, piękny motyl zdobiący jego wspaniale wyrzeźbioną klatkę piersiową.
- Butterfly project. - szepnęliśmy oboje równocześnie, głosami pełnymi przejęcia, z tym, że w moich słowach było słychać pytanie, w jego zaś stwierdzenie. - O Boże. - jęknęłam.
- Widzę, że coś o tym wiesz... To chyba dobrze. On miał symbolizować koniec pewnego okresu w moim życiu. Och, jakże się wtedy myliłem... Od tego czasu doszło ich jeszcze kilka. - w trakcie jego wypowiedzi obraz powrócił do dawnego stanu. Wyłączył kamerę. - Więc mój motyl zginął, a wraz z nim moje marzenia, moje cele... cała moja dusza. Nie mogę już udawać, że nic sie nie stało, że wciąż jestem taki sam... Nic, poza moim ciałem już nie ma. Oni mają swoją marionetkę, której pragnęli.
- Nick, ja... ja nie wiem co powiedzieć. Chciałabym przejąć na siebie choć połowę twojego bólu...
- Nie Jane. Nigdy bym do tego nie dopuścił. Po prostu przy mnie bądź, kiedy nie ma już nikogo... - zaniósł się płaczem, a ja tak bardzo chciałam go w tym momencie przytulić, ukoić jego ból i otrzeć łzy. To jedyne, czego właśnie pragnęłam.

45 komentarzy:

  1. Omg placze. Rozdzial cudowny w pewnym sensie. Biedny Harry :'(

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow nie domyślałam się że jest aż tak źle z Harrym.Ciekawe co się stanie dalej ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Nic dodać nic ująć... PIĘKNE!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział rozwalił mnie totalnie i nie ukrywam, że czytając go miałam łzy w oczach. Przedstawiłaś Nicka/Harry'ego w niesamowity sposób jako wrażliwego, załamanego chłopaka, który w dosyć nietypowy sposób zadaje sobie ból.
    Muszę przyznać, że kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tatuaż Harry'ego, ten z motylem, zinterpretowałam go podobnie. Że zrobił go dla wszystkich Directioners, które się okaleczają, ale ten tatuaż może mieć mnóstwo znaczeń, a prawdziwe nie jest nam jeszcze znane.
    Nie wiem co jeszcze mogłabym więcej napisać więc powiem ci tylko tyle, że świetnie piszesz i czekam na ciąg dalszy xx
    @demisiaczek

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezusie, jak Ty zajebiście piszesz! wielki szacunek dla Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu mnie rozwaliłaś. Kurcze... Ja.. nawet nie wiem co mam ci tu napisać. Po takim rozdziale nie spodziewaj się sensownego komentarza z mojej strony..... Uhh.. no dobra.. ok, ok, ok. Powstrzymuję targające mną emocję, wycieram łzy i próbuję się ogarnąć.. Więc tak, po pierwsze, rozdział jest świetny. Widać u Ciebie tendencję wzrostową. tak trzymaj :). Po drugie, podoba mi się jak przedstawiłaś świat w jakim żyje 'Nick'. To całe manipulowanie i wypieranie z niego tego kim jest, wydaje mi się tak prawdziwe i myślę, że w naprawdę wielu przypadkach jest prawdziwe... Po trzecie, te wszystkie 'puste słowa' wypowiedziane przez Jane, moim zdaniem w prawdziwym życiu podziałały by tylko jak płachta na byka, tu jednak pasują doskonale, pokazując jej bezradność, a jednocześnie chęc zrobienia czegoś dla tego chłopaka( pomimo tego, że jest tysiące mil od niego i nawet nigdy go nie widziała). Wcale nie znienawidzę, przynajmniej ja, Cię za to co zrobiłaś z Harrym, to twoja wizja i nikt nie może Ci mówić co masz robić, kogo krzywdzić, ani kogo zabijać. ( Najlepsi autorzy zabijają najlepsze i najbardziej lubiane przez czytelników postacie!) Nie wiem skąd bierzesz pomysły, ale mam nadzieje, że nigdy Ci ich nie zabraknie. . :D
    Sama nie miałam pojęcia co to jest "Butterfly Project", ale kiedy już się dowiedziałam, podziałało to na mnie jeszcze mocniej i chyba właśnie wtedy dopiero poczułam o czym jest ten rozdział, no i może trochę wstyd przyznać, ale poryczałam się jak głupia.. :)
    Mam nadzieję, że już niedługo wyjawisz Jane, kim jest 'Nick'. Wielki szacun za pomysły, za interpretację, no i wiesz... za wszystko.
    Życzę weny, czekam na następny rozdział.
    xoxoxo. Toffie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział świetny takie emocje i ten ból, płacz, te tatuaże symbole zniewolenia i udręki przez lata. Czekam na następny rozdział i mam nadzieję, że pojawi się w krótkim czasie. ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG. Dobra. Normalnie nie płaczę, a szczególnie przy jakichś opowiadaniach, ale...oh God.
    ~Lena

    OdpowiedzUsuń
  9. WoW *O* super blog. Opowiadanie, szablon... wszystko do sb pasuje!
    P.S Mogłabyś mi powiedzieć jak nazywa się piosenka, która jest grana w tle? xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mnie zaskoczyłaś, oczywiście pozytywnie. Ukazałaś Harrego w postaci jakiej na żadnym innym blogu nie znajdę. Doprowadziłaś mnie do łez i pokazałaś swoim czytelniczkom inny sposób na łagodzenie bólu psychicznego. Jesteś bardzo oryginalna, a na dodatek świetnie piszesz. Gratuluję Ci pomysłu na bloga.
    Czekam na kolejny świetny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. mój Boże... po prostu genialne! proszę, błagam o NN *-*

    OdpowiedzUsuń
  12. sama mam pewne...problemy i cieszę się, że w ten sposób to wszystko opisujesz. Kocham, że Harry (tutaj) nie jest jakimś tam aroganckim dupkiem, a wrażliwym chłopakiem. Dzięki <33

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że napisałaś ten komentarz. Dzięki niemu wiem, że opowiadanie osiągnęło swój cel- dotarło do osób takich jak "Harry" lub "Jane".

      Usuń
  13. Uwielbiam twojego bloga . Piszesz naprawdę cudownie . <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Płacze omg
    Kiedy nn?

    OdpowiedzUsuń
  15. piszesz wspaniale

    OdpowiedzUsuń
  16. Boże to takie smutne. Sama mam podobną sytuację do Harr'ego. Cięłam się, ale mama zauważyła i teraz muszę się kryć ze swoim wyładowywaniem bólu inaczej pośle mnie do psychiatryka. Wiem więc, co on czuje. albo chociaż się domyślam. W ogóle wybrałaś bardzo oryginalny pomysł na bloga. Jeszcze się z takim nie spotkałam. Jestem wielka fanką twojej twórczości, jedną z najgorętszych czytelniczek. Nie mogę się doczekac kolejnego rozdziału. Wiem, że i tym razem z pewnością mnie nie zawiedziesz.
    pozdrawiam i zycze weny :)
    R.

    OdpowiedzUsuń
  17. Naprawdę niesamowity rozdział! To niezwykłe jak trafnie i przemyślanie to wszystko przedstawiasz. Oczywiście nasuwa mi się pytanie czy kiedykolwiek przeżyłaś coś podobnego... No nic, kocham to opowiadanie i z zapartym tchem czekam na następny rozdział <3

    ~Weirdo

    OdpowiedzUsuń
  18. No po prostu nie mogę zrozumieć co właśnie że mną zrobiłaś?;D ja przecież teraz od teraz nie będę miła dnia bez sprawdzenia czy nie dodałaś może nowego rozdziału..*.* wow pisz!!^^ szybko..:p

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zawsze- niesamowity! Fabuła, mimo iż jeszcze całkowicie nie rozwinięta, robi wielkie wrażenie! A sposób pisania? Chylę głowę!

    OdpowiedzUsuń
  20. Wow..*.* ale super..mega mi się podoba..:) życzę duuuuzo weny..:p

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak to nie ma następnego?! Damn! Chcę kolejny! Proszę! O matko! Czytało się jednym tchem! Niesamowite! Czekam na NN! *-*

    OdpowiedzUsuń
  22. [SPAM] Proszę przeczytaj! :)
    Każde wydarzenie ma gdzieś swój początek. Życie człowieka zaczyna się przy narodzinach – najczęściej w szpitalu. A gdzie zaczyna się historia naszych bohaterek? Zbliża się weekend majowy, Rose dostaje list i razem ze swoja przyjaciółką Leną lecą do Londynu. Dokładnie poznają tam pięciu chłopaków. Czas mija bardzo szybko, nadchodzi czas powrotu, lecz już na wakacjach jedna z nich ponownie tam wraca. Powstają nowe głębokie uczucia, niektóre z tajemnic zostają rozwiązane.
    Co się stanie, gdy jedna z dziewczyn będzie uczestniczyła w wypadku samochodowym? Co się z nią stanie?
    Co łączy Harrego i Rose? Czy ich związek będzie miał wpływ na uczucie dziewczyny do Louisa?
    Czy między Leną a Zaynem pojawi się kiedyś coś więcej? I jaki wpływ będzie miał na to Kuba?
    Czy amnezja może coś zmienić? Czy człowiek może żyć z tym tak jak wcześniej?

    Jeśli szukasz opowiadanie, w którym przeczytasz o wielu zabawnych momentach to dobrze trafiłeś! Zapewniam, że to nie będzie historia, w której bohaterowie już w pierwszym rozdziale będą w sobie szaleńczo zakochani, dla miłości potrzeba trochę czasu.

    Może pierwsze rozdziały nie będą najlepszej jakości, ale muszę przyznać, że to co jest teraz publikowane (Rozdział XXXIII) wygląda o wiele lepiej! Człowiek uczy się na własnych błędach i poprawia to, co jest nie do końca dopracowane.

    Masz ochotę na blog, w którym posty dodawane są systematycznie? Odpowiadają ci rozdziały dodawane w każdy piątek miesiąca? Jeśli tak, to serdecznie zapraszam!
    http://ill-look-after-you.blogspot.com/
    I oczywiście zachęcam do czytanie i komentowania :-)

    OdpowiedzUsuń
  23. Rozdział świetny jak zawsze. Czekam na NN *o*

    OdpowiedzUsuń
  24. O kurCzę..:D dodaj już coś :p swoją drogą bardzo mi się podoba :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Poprawka: podoba mi się :)

      Usuń
  25. Popłakałam się,myślałam że Harry'ego boli tez to że ją okłamuje i powie jej prawdę ale nie chcę wiedzieć nawet reakcji Jane ale chce by dowiedziała się prawdy.Co do rozdziału jest przepiękny i smitne aż się wzruszyłam <3 Czekam ma nastepny rozdział z niecierpliwością i pozdrawiam xx.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  27. Cześć :))) Jestem już po przeczytaniu wszystkich rozdziałów. Jesteś niesamowita w tym co robisz, znaczy w pisaniu. Świetnie opisujesz emocje i zwykły spacer w twoim wykonaniu może wywołać wiele emocji. Zdałam sobie sprawę, że jestem taka jak Jane. Wiele problemów, ludzie którzy z każdym kolejnym dniem pogrążają cię jeszcze bardziej bez choć jednego konkretnego powodu bo chyba stwierdzenie że jesteś inna to nie jest wystarczające wytłumaczenie? I jedna osoba która potrafi sprawić że nie czujesz się jak śmieć, nie potrzebny balast który został zaciągnięty 'na siłę'. Osoba która potrafi ot tak wywołać usmiech na twarzy. Tylko najgorsza w moim przypadku była chwila jak straciłam tego przyjaciela, bez lepszego pożegnania. Wyjaśnienie ,,bo dłużej już tak nie potrafię'' rani jeszcze bardziej bo chciała byś porozmawiać z nim o tym w cztery oczy ale dzielące kilometry działają na twoją niekorzyść. Zerwany kontakt który dawał ci jedyną chęć do dalszego funkcjonowania sprawia że nie masz ochoty wstać, po prostu leżeć i nie myśleć o niczym. Ale nie robisz tego, dlaczego? Bo chcesz pokazać innym że nie jesteś słaba ale to wyniszcza cię od środka. Z każdym kolejnym udawanym uśmiechem, udawaniem że nie przejmujesz się krytyką ze strony innych masz tego kompletnie dość, ale nie przestajesz. Nie żeby coś udowodnić tylko już się do tego przyzwyczaiłaś. Jesteś już wyuczoną aktorką. I to też boli bo nie potrafisz okazywać prawdziwych uczuć, bo za każdym wybuchem euforii pytasz siebie czy to było szczerze. W końcu nie wytrzymujesz i chcesz z tym wszystkim skończyć ale masz takie 'szczęście' że ci to nie wychodzi.

    Jesteś niesamowita i potrafisz idealnie opisać świat z perspektywy takiej osoby.
    Mam do ciebie pytanie. Kiedy będzie nowy rozdział?
    K
    O
    C
    H
    A
    M

    C
    I
    E
    B
    I
    E

    I

    T
    E
    G
    O

    B
    L
    O
    G
    A

    Koffam Natt :*

    OdpowiedzUsuń

  28. Świetny;} Czekam z niecierpliwością na next;P

    OdpowiedzUsuń
  29. Kocham tak bardzo mocno <3
    @Kwiatkowska04

    OdpowiedzUsuń
  30. Awww..co ty że mną zrobiłaś!!.Rozdział świetny...to jak przedstawiałaś Harrego i jego problemy boskie i oryginalne( po prostu wyciskacz łez). Podoba mi się zachowanie Jane i mam nadzieję, że niedługo pozna prawdę(ona jest taka słodka i nieporadna). Kocham cię za to, że piszesz tego bloga i znosisz komentarze takich wariatek jak ja<3

    OdpowiedzUsuń
  31. Czekam, czekam i czekam a tu nic!! :D dodaj szybko..:p sam rozdział sam w sobie jest cudowny *.*

    OdpowiedzUsuń
  32. Q.Q Omfg.. Dzisiaj trafiłam na tego bloga i nie żałuję. Dodaję do czytanych u siebie i czekam na nn. Q,Q

    [psychopathic-love.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  33. Kiedy nowy rozdział?! Ale opowiadanie swietne pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
  34. Mogę liczyć na twoją opinię?

    Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
    youngloovers.blogspot.com
    loovelorn.blogspot.com
    fromyourlust.blogspot.com
    ifindyourlips.blogspot.com
    Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Boże.. Płacze.. To jest takie prawdziwe. Nie taka słodka historia tylko cos mega wspaniałego. Dziękuje. Naprawdę ta historia jest taka no prawdziwa, pokazująca wszystko. ...ty masz prawdziwy talent. Uwielbiam Cie chodź dopiero dzisiaj zaczelam czytac ten blog i jak widać od razu przeczyalam wszystkie rodzdzialy, nawet nie wiesz jaka miakam minę jak zorientowalam się ze to koniec...ehh. No cuż.. Dziękuje ze piszesz ;* czekam na next... I awww, *-*

    OdpowiedzUsuń
  36. JEEEEEEJKU *-* Takie to piekne że po prostu płacze. Tak strasznie ci dziekuje za tłumaczenie. za kazdą chwile poświeconą na te rozdzialy. Jestem pełna podziwu. Każde słowo pisane przez ciebie dostrzegam w nich pasje i chęć do pisania. Jest to jeden z najlepszych jakie czytała. <3 Mam ochote cie mocnooo przytulić <3 Na dodatek zarywasz noce zeby to dodac. Wkładasz to w tyle serca. Udało mi sie to dostrzec od poczatku ff <3 Dzieeeeeekuuuujeeeee! <3333

    OdpowiedzUsuń
  37. To jest takie piękne i jednocześnie takie.. nierealne. Po prostu dziękuje z całego serduszka. Tak bardzo bym chciała by pojawił się już kolejny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo pojawi się prawda? Nie wiem, trafiłam tu całkiem niedawno i nie wiem czy tlumaczysz to dalej czy nie. Jeśli nie to jestem na ciebie cholernie wściekła :)

      Usuń
    2. To nie tłumaczenie, tylko oryginał, ale tak, nadal pisze logout i nie zamierzam przestawać. Zrobiłam sobie przerwę na czas świat i egzaminów, to tyle :) x

      Usuń
  38. jeny to jest takie smutne, a zarazem piękne.. nie mogę powstrzymać płaczu..

    OdpowiedzUsuń