czwartek, 20 listopada 2014

Część 11

Doszłam do wniosku, że opowiadaniu przydałby się jakiś oficjalny hashtag, więc od dziś możecie tweetować (i nie tylko) #logoutff (chodzi o to, byśmy wszyscy posługiwali się jedną formą)
:)

Kilka dni później znów szłam do szkoły, jak zwykle ze słuchawkami w uszach i dłońmi w kieszeniach. Dni były coraz krótsze, a temperatury coraz niższe i szczerze mówiąc najchętniej zostawałabym w domu, wpatrując się w ekran telefonu lub monitor komputera w oczekiwaniu na jakąkolwiek wiadomość od Nicka. Powoli traciłam nadzieję, że się jeszcze odezwie. Ot tak z dnia na dzień po prostu zrezygnował z naszej znajomości. Na początku, gdy jego telefon najwyraźniej był wyłączony myślałam że może coś się stało, a może zgubił komórkę, ale teraz za każdym razem gdy dzwonię po prostu nikt nie odbiera. W sieci też nie pojawiał się od naszej ostatniej rozmowy.... Myśląc o tym wszystkim zaszkliły mi się oczy, jednak zacisnęłam na moment powieki, by pozbyć się tego uczucia i odpędzić od siebie wszystkie złe myśli. Nie będę więcej naiwną owieczką. Niech będzie tak, jak postanowił Nick.
- Hej Jane. - truchtem podbiegł do mnie Greg. Chyba powinnam była na niego poczekać, ale wyleciało mi to jakoś z głowy.  Właściwie wszystko mi z niej ostatnio wylatuje poza jednym szkodnikiem którego na jakiś czas chciałabym się całkowicie pozbyć. 
- Cześć. - mruknęłam. Mimo niezbyt przyjemnego początku naszej znajomości całkiem się polubiliśmy.  Miło było mieć się do kogo odezwać w drodze do szkoły czy też na przerwie między lekcjami, ale nie narzucał się nigdy, nie wypytywał o zbyt wiele... Mówiłam mu o sobie tyle ile uważałam za stosowne i odpowiadał mi taki układ. Sama również nie byłam wścibska, choć słuchałam uważnie wszystkiego co mówił.
- Ktoś tu dziś nie ma humoru. Nie wnikam w szczegóły, ale gdybym mógł coś na to zaradzić, daj mi znać. - przyjacielsko poklepał mnie po ramieniu, przytulając przy tym lekko. Trochę mnie to zaskoczyło, nie miałam nigdy szansy przywyknąć do takiego kontaktu cielesnego. Czując jego męskie perfumy wbrew postanowieniom od razu pomyślałam o Nicku. Jak zareagowałabym, gdyby to on mnie przytulił? Czy też by mnie to zaskoczyło? Myślę, że tak.
- Dziękuję. - wymamrotałam niepewnie, mocno onieśmielona jego gestem. W dalszej drodze rozmowę podtrzymywał Greg, ja przytakiwałam tylko i czasem komentowałam jego monolog skromnym zbiorem kilku wyrazów. W takiej atmosferze dotarliśmy do szkoły. 
Przyznam, że aż do południa mój dzień układał się dość dobrze, dość... nietypowo wręcz. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby wspaniałomyślne  "koleżanki" nie postanowiły zadbać o moje samopoczucie. Po ćwiczeniach na sali gimnastycznej jako ostatnia wróciłam do szatni. Zjawiłam się na tyle późno, że wewnątrz nie spotkałam żywej duszy. Na pierwszy rzut oka swoich ubrań też nie zastałam. Z niepokojem rozejrzałam się po pomieszczeniu, jednak wszystko wskazywało na to, że nie odnajdę swojej zguby. Po kilku minutach rozpaczliwych poszukiwań zrezygnowana opadłam na ławkę stojącą pod ścianą. Oczy zapiekły mnie od napływających powoli łez. Wiedziałam, że coś złego musi się dziś wydarzyć, czułam to. Za mało problemów przysparzał mi cholerny Nick, zbyt mało kosztuje mnie nasza "rozłąka". One musiały dodać coś od siebie. Coś specjalnego. I, kurcze, udało im się. Bardzo im się udało. Brakuje tylko fajerwerków i głośnej orkiestry. Ze smutkiem spojrzałam na swój wyjątkowo brudny, przepocony i wygnieciony strój.  Zbyt szeroki dres i rozciągnięta koszulka na moim ciele prezentowały się nader ohydnie. A czekały mnie jeszcze dwie lekcje, na których musiałam się zjawić, jeśli chciałam zdać. A chciałam. Wychodząc mozolnie zsunęłam z włosów gumkę, którą były związane i pozwoliłam opaść tej ciemnej kurtynie niemal na całą twarz. Może nikt mnie nie rozpozna? Och, oby tak się stało. Do klasy ruszyłam dopiero gdy zadzwonił dzwonek, wiedząc że korytarze nie są już wtedy tak zatłoczone. Na szczęście nie spóźniłam się na lekcję, jednak minęłam nauczyciela w drzwiach, za co spiorunował mnie wzrokiem. A to nowość... Przez te dwie godziny nieustannie słyszałam za swoimi plecami drwiące śmiechy i komentarze. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że Greg nie był świadkiem całej tej sceny. Dostał się do szkolnej drużyny koszykarskiej, która ostatnio sporo czasu poświęcała na treningi przed jakimiś zawodami. W duchu modliłam się, aby udało mi się też nie spotkać go w drodze powrotnej do domu. 
Na szczęście moje modlitwy zostały wysłuchane i po wysłuchaniu jeszcze kilku, a może kilkunastu komentarzy na temat mojego wyglądu mogłam spokojnie opuścić szkołę. Idąc ulicami miasta czułam na sobie spojrzenia innych przechodniów, ale mój długi płaszcz zakrywał najgorzej wyglądające fragmenty garderoby. 
Spacerując tak zaciągnęłam się zimnym powietrzem, podziwiając piękno wieczoru... Właściwie nie było jeszcze tak późno, ale o tej porze roku naprawdę wcześnie zapadał zmrok. Przyznam, że bardzo mi to odpowiadało, w ciemności wiele rzeczy umyka ludzkim oczom.... Z myślą tą skręciłam w wąską uliczkę prowadzącą na moje osiedle. Zwykle nie było tu zbyt wielkiego ruchu, ale dziś minęły mnie już dwa samochody, a za moimi plecami w oddali zbliżał się kolejny. Łał, cóż za rekord. Zeszłam nieco głębiej na chodnik nie chcąc zostać ochlapana przez wodę zalegającą na torze pojazdu, jednak kierowca chyba również o tym pomyślał, ponieważ zbliżając się do mnie zwolnił, prawie dorównując mi tempa. Spojrzałam niepewnie przez ramię na samochód, chcąc wybadać zamiary kierowcy i w tym samym momencie niemal oślepił mnie blask flesza. Co jest do cholery?! Dopiero teraz zauważyłam, że człowiek ten w jednej dłoni trzyma aparat i co najdziwniejsze, usiłuje zrobić zdjęcie mojej osobie. Nie myśląc zbyt wiele przerażona ruszyłam biegiem przed siebie, a po kilku minutach na szczęście udało mi się dotrzeć do domu. Nieźle zdyszana i zdezorientowana padłam do przedpokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Co to właściwie miało być? Kim był ten człowiek i czego chciał? Czy to możliwe, że za każdym pierdolonym razem gdy czułam się obserwowana on był gdzieś w pobliżu i śledził mnie, robił zdjęcia, może nawet nagrywał? Zamknęłam na moment oczy, przywołując w pamięci obraz samochodu. Nie miał w sobie nic nadzwyczajnego, ot zwykła czarna osobówka. Zacisnęłam wargi zła na siebie, że nie zapamiętałam ani marki, ani tym bardziej rejestracji auta. 
- Jane, to ty? - głos mamy wyrwał mnie z zamyślenia. Uch, dziewczyn ogarnij się, nie możesz dać po sobie poznać że coś jest nie tak - zaklęłam w duchu.
- Tak mamo, już jestem. - odpowiedziałam po zdjęciu płaszcza i butów, po czym ruszyłam do salonu. 
- Coś się stało? - spytała mierząc mnie zmartwionym wzrokiem. Nienawidziłam gdy to robiła, wiedziałam wtedy że martwi się bardziej niż powinna, a to martwiło mnie.
- Nie, po prostu jestem zmęczona. Marzę tylko o prysznicu i ciepłym łóżku. - uśmiechnęłam się smętnie, na co mama odpowiedziała mi tym samym, uznałam więc naszą rozmowę za zakończoną.
- Och, Jane. -odezwała się jeszcze, gdy już wychodziłam. - W kuchni jest dla ciebie obiad, powinien być jeszcze ciepły. 
- Dziękuję. - rzuciłam na odchodne, zmierzając w wyznaczonym przez nią kierunku. Nie miałam najmniejszej ochoty na jedzenie, ale wiedziałam, że jeśli nie załatwię tego teraz, później będzie mnie nachodziła aż do skutku. W jednej ręce trzymając talerz, w drugiej plecak, przemknęłam korytarzem do swojego pokoju. Uśmiechnęłam się na widok leżącej na łóżku Luny, która widząc mnie podniosła się i w mgnieniu oka zaczęła kręcić się pod moimi nogami. 
- Luna, skarbie. - pogłaskałam ją kucając obok. - Masz ochotę na pyszne jedzonko? - zapytałam jak gdyby mając nadzieję, że mi odpowie. Nie musiała, dobrze wiedziałam, że ten zwierzak zawsze jest głodny, niezależnie od miejsca i sytuacji. Z uśmiechem przyglądałam się przez moment jak ze smakiem pochłania zapewne pyszny obiadek, po czym wyprostowałam się i zgarniając po drodze kilka kosmetyków, powędrowałam do łazienki. Długi, ciepły prysznic był tym, o czym marzyłam na koniec tego okropnego dnia. Strumień wody niczym pejcz smagał moje ciało i jedyne czego pragnęłam w tej chwili, bo by ta chwila się nie skończyła. Nigdy. 
Niesamowicie zrelaksowana i odprężona, w samym ręczniku wróciłam do pokoju. Luna po skończonym posiłku leżała sobie spokojnie na dywanie, nawet na mnie nie spoglądając. Cóż, jej też należy się chwila słodkiego lenistwa, tak samo jak i mnie. Wyjęłam z szafy jakąś luźniejszą koszulkę i spodenki, po czym włożyłam je na siebie i usiadłam na łóżku planując doprowadzić swoje włosy do porządku. Siedziałam tak kilka minut, po czym usłyszałam dźwięk wiadomości przychodzącej na mój telefon. To pewnie operator, ewentualnie Greg. Niewiele myśląc odblokowałam ekran i wyświetliłam wiadomość. Co do cholery...?!